Co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas

Powiem krótko na wstępie: jeśli chodzi o urządzenia mobilne, dawno nie było tak rozczarowującego wydarzenia. Części oczekiwanych modeli w Las Vegas nie zaprezentowano, a te które były, nie wniosły nic nowego, a niekiedy wręcz rozczarowały. Na szczęście – nie wszystkie.




Premier było jak na lekarstwo. Niektórzy wykorzystali to wydarzenie, by promować już zaprezentowane wcześniej urządzenia – Huawei swego Honora 6 lub Samsung z modelem A5. Oprócz tego widzieliśmy kolejne warianty obecnych już modeli: Smartwatch 3 od Sony, tyle że z bransoletą czy też lekko usprawnionych następców.

Po prostu rewelacja, wydarzenie, na które warto czekać, obgryzając paznokcie z nerwów…

Niemniej pojawiło się kilka zaskakujących – niekoniecznie pozytywnie – urządzeń. Dzisiaj o kilku z nich.

Asus Zenfone Zoom

Dużo większego szumu narobiła “zwykła” wersja Zenfone’a, ale o niej już napisałem w osobnym wpisie -> link tutaj. Szalenie ciekawy model, który może być killerem w swojej klasie cenowej.

Za to gdzieś z boku umknęła fotograficzna propozycja Asusa. 5,5-calowy phablet z ekranem Full HD, 4-rdzeniowym Atomem i co najmniej 2 GB RAM i 16 GB pamięci (odpowiednio: do 4 GB i do 128 GB w zależności od wersji) oraz 13-megapikselowym aparatem chce walczyć rzadko występującym rozwiązaniem: zoomem optycznym.

Ale nie to jest game-changer.

asuszenfonezoom

Fotograficzne telefony od Samsunga – K Zoom oraz S4 Zoom – to urządzenia dosyć pękate. Brzytwą nowy Zenfone Zoom nie jest, ale jest za to najcieńszym telefonem tego typu. 12 mm (najgrubsze miejsce – tyle, co w Xperii U) w produkcie Asusa kontra 16.6 mm w K Zoom i 15.4 mm w S4 Zoom to istotna przewaga.

Jeśli telefon ma zastąpić aparat, to nowe możliwości fotograficzne muszą się pomieścić w – na tyle ile się da – poręcznej obudowie. Asusowi się to udało i odniósłby spory sukces… gdyby chociaż ktoś się urządzeniami tego typu interesował.

Klienci wybiorą zwykłego, tańszego Zenfone’a – którego de facto klonem jest Zoom. Poza aparatem reszta podzespołów jest taka sama.

Nowości (?) od HTC

HTC wraca do gry! Notuje pierwsze zyski, a to dzięki unikalnemu stylowi swoich smartfonów i troszkę przedefiniowanemu portfolio. W Las Vegas pokazał, że kontynuuje swój pomysł na biznes. I kontynuacja to dobre słowo, bo również czegoś nowego raczej próżno szukać.

Desire 320 to kolejny niskopółkowy smartfon, następca – choć niewiele się różniący – modelu 310. Warto się jednak nim zainteresować – oferuje nagrywanie filmów 1080p (jak Desire 310 – za 400 złotych nowy), czterordzeniowy procesor MediaTek (money talks), 1 GB RAMu (wersja europejska) i 4,5″ ekran 854×480. Może nie jest to superwydajna propozycja, ale w tej cenie jego funkcje w połączeniu ze świetną nakładką propozycje HTC już kuszą wiele osób.

desire320

Z kolei Desire 826 to następca wysoko ocenianego phabletu ze średnio-wyższej 😉 półki cenowej – modelu 816. Usprawnieniem ma być ekran Full HD zamiast zwykłego HD czy też mocniejszy procesor – Snapdragon 615 zamiast 400.

Niewygórowana cena w połączeniu z jedyną w swoim rodzaju nakładką i stylem obudów HTC sprawiają, że tajwański producent rośnie w siłę. Innowacji brak – ale HTC potrzebuje stabilizacji, a nie eksperymentów.

Gwiezdne wojny, atak klonów

Mimo wszystko niektóre z tych urządzeń są kontynuacją dobrych trendów, a nie innowacjami. Podobnie jest np. z Flexem 2 od LG. Co on wnosi? No nic, poza mniejszymi wymiarami, szybszym chipsetem ekranem Full HD. Pierwsza generacja Flexa wciąż jest w Polsce dosyć egzotyczna i rzadko dostępna.

To jest problem. Nie chodzi już o jakość urządzenia, tylko o jego dostępność. A raczej jej brak. No i wyginalna, niedawno opatentowana, konkurencja od Apple nie śpi.

 lgflex2

Na koniec zostawiam was z opaską od Lenovo. Co w niej takiego?

Żeby nie było – jestem gorącym zwolennikiem ekranów e-ink w wearables. W końcu nie musi to rozbłyskiwać milionami kolorów tęczy, tylko długo działać na baterii.

Opaski z E-inkiem są brzydsze od takiego Gear Fit. W porządku. Ale da się to jeszcze popsuć. Zdjęcie wiadomo skąd, nie znalazłem lepiej uwypuklającego problem.

lenovovibeband

TYPOGRAFIA, GŁUPCZE.
Lata 90. dzwoniły, chcą ten sprzęt z powrotem. Stare PDA, Psion, pagery… istna podróż w czasie.

Podróż w czasie?

Doktorze Brown! Coś pan zostawił! Wymienimy się? Opaska za samochód. OK, może być deskolotka.


 

Nazwać tegoroczną edycję totalną klapą byłoby przegięciem, ale… spodziewałem się czegoś więcej. Nie są “cudowne”, jak głosi napis na jednym z najbardziej znanych znaków/witaczy na świecie.

Już nie mówię o braku Galaxy S6 (tak, tak – niektórzy się spodziewali prezentacji w Las Vegas), tylko większej ilości premier. Branża mobilna tak naprawdę tutaj nie istniała. No żeby pokazywać już dostępne w sprzedaży urządzenia?! Strata czasu. Wszyscy szykują to, co najważniejsze, na MWC. To już za 2 miesiące i tam zostanie pokazanych dużo więcej urządzeń. W końcu to “Mobile World” Congress.

A nie “targi elektroniki użytkowej”. CES jest ogólnotechnologiczny, a urządzenia mobilne są w stolicy hazardu dodatkiem. Przekąską. Przed barcelońskim daniem głównym.



Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

No comments yet.

Leave Your Reply