Test: GoClever Hybrid

Założenia przy produkcji tabletów były proste: kompaktowe wymiary, szybkość i długość pracy na baterii. I trudno nie zaakceptować takich zalet, jednak trzeba było pójść na kompromis, czego efektem był dość rozrywkowy charakter urządzeń – filmy i różniste multimedia śmigają, ale jeśli o poważniejsze zadania chodzi, to albo nie ma programów, albo korzystanie z ich jest niewygodne. Dlatego większość osób woli wybrać mniej wydajnego, ale bardziej przystosowanego do pracy netbooka z tradycyjnym Windowsem.

Producenci tabletów się jednak nie poddali, więc zaoferowali zestawy z klawiaturą jako stacją dokującą – rozwiązanie to niewątpliwie wygodne, i dobre, co udowodniły choćby urządzenia z serii Asus Transformer, jednak z całą pewnością nietanie. Dlatego GoClever postanowił wyprodukować takie urządzenie, nie przesadzając jednocześnie z ceną (około 1100 zł w momencie premiery), a i nie oszczędzając na podzespołach. Od razu może zaświtać, że to ten sam GoClever od „tabletów z Biedronki” i innego badziewia. Jednak to w dalszym ciągu stereotyp – ten test pokaże, czy Hybrid tylko to stwierdzenie potwierdza, a może wręcz przeciwnie. Test został napisany z użyciem testowanego zestawu – dla niektórych być może to masochizm, ale sam zastanawiam się nad zakupem sprzętu podobnych wymiarów i konstrukcji przeznaczonej choćby do pisania różnego rodzaju tekstów. Dlatego też wiążę z tym sprzętem spore nadzieje – zobaczmy, czy aby nie na próżno.

Zestaw

Pudełko, w którym dostarczono mi produkt GoClever jest więcej niż spore. Znalazły się w nim:

  • tablet GoClever
  • stacja dokująca
  • modem 3G GoClever GCM02
  • ładowarka z wymienną wtyczką (druga w zestawie)
  • kabel microUSB
  • instrukcja obsługi

Obecność modemu 3G dołączanego osobno co najmniej zaskakuje, jednak producent zadecydował, że wersja 3G będzie miała osobny modem, a wersja z WiFi nie – i to jedyna różnica względem obu wariantów. Rozwiązanie nietypowe i mimo wszystko nietrafione, bo moduł umieszczony wewnątrz urządzenia dałby możliwość prowadzenia rozmów telefonicznych i wysyłania SMSów – choć z drugiej strony rozmawiać przez taką „patelnię”… Instrukcja obsługi jest dwujęzyczna i zawiera raczej podstawowe informacje. Ładowarka posiada wtyczkę kontynentalną i brytyjską, co po części sugeruje wykorzystanie urządzenia w podróży – za to spory plus. Kabel microUSB jest drugą częścią ładowarki, która nie ma osobnego kabla. Posiada ona bardzo wysoką wydajność prądową – A na wyjściu, jednak jest co ładować, bo suma pojemności baterii w stacji dokującej i tablecie to, bagatela, 14500 mAh. Prawie jak takich 7 Galaxy S III. Czego zabrakło? Choćby podstawowych słuchawek. O resztę nawet się nie dopominam, bo nawet producenci pozycjonujący się jako klasa premium (taka tam firma z Cupertino) do swoich urządzeń nie dodają jakichś ekstra akcesoriów.

Wygląd, wykonanie, konstrukcja

„Designed in Poland / Made in P.R.C” – taką informację znajdziemy na stacji dokującej. Cóż – wolałbym, by było na odwrót, co nie zmienia faktu, że polscy projektanci naprawdę się postarali. Design urządzenia jest elegancki, wzorowany na wysokiej klasy ultrabookach, dostojny, ale i jednocześnie prosty. Brak nadmiernych zaokrągleń, wyspowa klawiatura (oprócz użyteczności to też dobrze wygląda) umieszczona w niewielkim zagłębieniu – wszystko to sprawia, że GoClever Hybrid sprawia wrażenie urządzenia naprawdę dobrej jakości, a designu nie powstydziłby się Samsung czy Asus, a nawet i Apple (gdyby zrezygnowało się z plastiku na rzecz metalu). Minimalistyczne, pokryte gumopodobnym materiałem tyły obu części urządzenia tylko zwiększają zaufanie. Denerwować może będąca oczywistym marnotrawstwem miejsca ramka wokół ekranu, której zmniejszenie spowodowałoby, że zmieściłby się tu może i 11″ wyświetlacz – jednak każdy producent otacza ekrany w swoich tabletach sporą przestrzenią. Sprzęt waży całościowo 1370 gramów i to zdecydowanie czuć. Tablet może nie należy do najcięższych, jednak jeśli do torby zapakowałem również stację dokującą, to odczuwałem spore obciążenie.

P1120063
P1120073

P1120054

Tablet z przodu zawiera, oprócz ekranu, diodę sygnalizacyjną (tylko dotyczącą ładowania) i kamerkę – oba elementy znajdują się wewnątrz ramki. Pod ekranem producent umieścił swoje logo. Sporo elementów znajdziemy na lewej krawędzi urządzenia. Są to kolejno od dołu: wyjście jack .5 mm, mikrofon, slot kart microSD (do 32 GB), wyjście microHDMI (w tej cenie – szacunek) i przyciski regulacji głośności. Na górze swoje miejsce ma włącznik pełniący jednocześnie funkcję klawisza blokady ekranu. Po prawej stronie znajdziemy port microUSB służący do ładowania oraz transmisji danych (do Samsunga i Apple’a – taki port powinno się umieszczać w tabletach). Na samym dole ulokowano złącze dokowania oraz zatrzaski stacji dokującej. Z tyłu znajdziemy obiektyw aparatu o rozdzielczości matrycy 3 Mpix (tradycyjnie wystający ponad obudowę bez specjalnej ochrony), wytłoczone logo producenta oraz głośniki, którym poświęcę osobny opis, ponieważ ich rozmieszczenie jest dosyć oryginalne, jak na urządzenie tego typu. Włączamy muzykę i… jedno ucho jest zazdrosne. Okazuje się, że jedna ze szczelin wcale nie chroni głośnika, bo go tam nie ma, a są one rozmieszczone po drugiej stronie. Druga szczelina jest umiejscowiona tylko dlatego, by nie zaburzać estetyki. Rozwiązanie to może niekoniecznie oceniam negatywnie, jednak już jakość głośników w pełni na to zasługuje. Nie uświadczymy tu żadnej głębi, tylko metaliczny ryk głośnika. Choć w tym wypadku lepsza byłaby nazwa „cichnik”, bo również głośność zdecydowanie nie rozpieszcza.

P1120108

P1120112

P1120114

P1120117

Stacja dokująca z klawiaturą jest wyposażona w touchpad z paskiem do przewijania (bardzo zresztą czułym) i dwoma przyciskami pod klawiaturą, dwoma portami USB rozmieszczonymi naprzeciwko siebie na górze boków urządzenia i jednym microUSB do ładowania baterii zawartej w stacji. Od spodu widać cztery gumowe nóżki stabilizujące. Elementy pełniące rolę ochronną, również wykonane z gumy, umieszczone po bokach klawiatury, zdążyły jednak po niedługim czasie odpaść, co nie świadczy najlepiej o jakości wykonania.

P1120066

P1120100

P1120127

Klawiatura jest wyspowa, co pozytywnie wpływa zarówno na design urządzenia, jak i na wygodę pisania. Są one zupełnie płaskie, bez żadnych udziwnień, które spotyka się w różnego rodzaju laptopach. Nie wyglądają zbyt solidnie, szczególnie gdy przyjrzymy się zaczepom, które są łatwo widoczne i sprawiają wrażenie kruchych. Jednak pisanie jest wygodne – klawisze mają niski, wyczuwalny, lecz nie za twardy skok, dzięki czemu pisze się naprawdę dobrze. Przynajmniej od strony technicznej. Kolejnym udogodnieniem są klawisze blokowania ekranu tabletu i powrotu do pulpitu, a także rząd przycisków funkcyjnych, który bardzo ułatwia życie. Głównie mówię tu o klawiszu wyłączania touchpada, który przy pisaniu dłuższych tekstów jest nieoceniony – to jednak kwestia przesiadki z tradycyjnego 15,6” laptopa.

Gorzej rozwiązano niestety kwestie programistyczne. Pomijając fakt, że Kingsoft Office nie należy do demonów prędkości i jest mało dopracowany, główny zarzut dotyczy wprowadzania znaków diakrytycznych. I potrafią one naprawdę uprzykrzyć życie. Nie da się choćby wprowadzić dwóch znaków diakrytycznych jeden po drugim. Duży polski znak wymaga ustalonej kolejności wciskania przycisków Shift i Alt – inaczej zamiast choćby „Ś” otrzymamy „S”. Polskie znaki da się wprowadzać dzięki programowi Polska Klawiatura Programisty v2, która jednak po wypięciu tabletu nie wyłącza się automatycznie. Efekt? Podczas próby pisania tekstów na samym tablecie naszym oczom ukazuje się zajmujące całą powierzchnię ekranu okno wprowadzania tekstu z interfejsem z czasów Eclair. Trzeba więc ręcznie przełączyć na klawiaturę systemu Android (bardzo wygodną i świetnie wyglądającą), jednak po wpięciu tabletu znów trzeba wybrać układ klawiatury i koło się zamyka.

P1120085

P1120087

P1120091

P1120097

Umieszczanie tabletu w stacji dokującej rozwiązano podobnie jak w Transformerze. Czyli tablet oprócz portu dokowania jest wyposażony w dwa otwory, w których mocują się zaczepy znajdujące się obok wtyczki. O prawidłowym zamocowaniu świadczy „klik” i przesunięcie się zacisku w prawą stronę (i przycisk wyboru układu klawiatury w pasku powiadomień). By wypiąć tablet ze stacji, trzeba przesunąć tenże zacisk w lewo (do czego niekiedy potrzeba sporej siły), a następnie wyjąć tablet. Co też często kończy się stwierdzeniem: „jakie to wielkie” – ponieważ ekran przymocowany do stacji nie wydaje się spory. Kultura pracy nie pozostawia zbyt wiele do życzenia. Zarówno tablet, jak i stacja dokująca nie grzeją się nadmiernie. Co innego klawiatura, która potrafi narobić niezłego hałasu – do tego można się jednak przyzwyczaić.

Jakość wykonania urządzenia jest trudna do oceny. Z jednej strony mamy świetny gumowany tył tabletu, doskonałe spasowanie jego oraz stacji dokującej, a także odporny na zarysowania ekran urządzenia i bardzo dobrą jakość plastiku. Te zalety są często niespotykane w innych modelach konkurencji, nierzadko droższych. Trzeba to jednak zestawić z wieloma wadami. Po pierwsze, zarówno klawiatura, jak i pokrywa tabletu mocno się uginają. Po drugie, porty USB są dziwnie umieszczone i wpinanie choćby pendrive’a, jak i jego wyjęcie, wymagają sporej siły. Po trzecie, lakier potrafi się zarysować, zwłaszcza w okolicy portów tradycyjnego czy też mniejszego USB. Kwestie podstawowe są naprawdę dopracowane, z detalami jest jednak sporo gorzej.

Ekran

10,1”, 1280×800 i technologia IPS. Na początku nie wierzyłem, że w tak tanim urządzeniu można zaoferować takie parametry ekranu, których Samsung by się nie powstydził. A jednak, i zapewniają one jakość. Gęstość upakowania pikseli to 150 ppi – może to nie Retina, ale więcej nie trzeba. Zwłaszcza na 10 calach, a przestrzeń robocza choćby przeglądarki i tak dla wielu będzie wystarczająca. Kolory wyświetlane na ekranie są żywe, jednak nie przesadzone, co jest największą zaletą ekranów IPS. Nawet czerń nie świeci mocno i bliżej jej do AMOLEDów niż do tradycyjnych LCD. Kąty widzenia również są naprawdę dobre, zarówno w poziomie, jak i w pionie (tu nieco gorsze, ale w dalszym ciągu zadowalają). Kontrast nie jest piorunujący, jednak nasycenie barw stoi na dobrym poziomie. Jednak nie obyło się bez poważnych wad.

Przede wszystkim ekran jest kompletnie nieczytelny w słońcu (aż sam się zdziwiłem). Sprawę pogorsza niewielka jasność wyświetlacza i mało efektywna regulacja podświetlenia – między zerową a maksymalną wartością jest niewielka różnica. Praktycznie wyklucza to pracę na zewnątrz za pomocą Hybrida. Również refleksy na ekranie nawet w pomieszczeniach denerwują. Całościowo jednak i tak jest bardzo dobrze, zwłaszcza w tej półce cenowej.

Prawie jak Nexus…

Hybrid pracuje pod kontrolą Androida 4.1.1 – jest to poza wersją 4.2 zarezerwowaną póki co jedynie dla Nexusa 4 i Samsunga Galaxy S4 jedna z najbardziej aktualnych wersji Androida, co cieszy w perspektywie dalszych aktualizacji sprzętu. Oby takie się ukazywały – co nie powinno być trudne, ponieważ Hybrid nie jest dostępny w ofercie żadnego z operatorów, niepotrzebne będą więc wersje brandowane. Jest to czysty Android, a dodatki producenta ograniczają się jedynie do dodatkowych aplikacji.

Screenshot_2013-05-16-00-41-54

Screenshot_2013-05-16-00-41-43

Nakładki na Androida mają tyle samo zwolenników, co przeciwników. Z jednej strony często nakładki są przyczyną spowolnienia działania urządzenia. Z drugiej strony naprawdę ułatwiają życie i są bardzo funkcjonalne. W Hybridzie konfigurowalny jest na przykład ekran blokady. Możemy wstawić tekst osobisty czy też wybrać sposób odblokowywania ekranu – odblokowywanie kodem, wzorem, za pomocą detekcji twarzy, domyślną blokadę w kształcie okręgu ze skrótami do aparatu i wyszukiwarki lub tą blokadę całkowicie wyłączyć. Widżety i skróty do aplikacji można umieszczać na 5 ekranach głównych. I jest to ilość niezmienialna, przynajmniej w czystym Androidzie – w praktyce miejsca jednak zdecydowanie wystarcza. Podobnie jest z paskiem powiadomień, który oczywiście bardzo dobrze spełnia swoją funkcję, jednak choćby nakładka LG oferowała wybór elementów, które się tam znajdą. To kolejny dowód, że nakładki to niekoniecznie samo zło.

Screenshot_2013-05-16-00-36-02

Szybkość testowanego tabletu podczas codziennej pracy pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałem się niezoptymalizowanego systemu, który będzie niestabilny i wolny. Tymczasem obyło się bez większych niedogodności. Przewijanie i buszowanie w systemie odbywa się bardzo płynnie, nawet podczas multitaskingu. Podobnie jest z wydajnością zaawansowanych programów czy też gier. Układ Mali 400-MP4 (wydajniejsza, 4-rdzeniowa wersja zastosowana choćby w Galaxy S2) zapewnia dość mocy graficznej do obsługi nowszych produkcji. RockChip RK3066, czyli CPU zastosowane w tablecie (2×1,6 GHz) już taki topowy nie jest, co nie zmienia faktu, że szybkości, jak zresztą wcześniej wspomniałem, nie brakuje. Stabilność pozostawia więcej do życzenia – niekiedy nawet mało wymagające aplikacje potrafią nagle przestać działać, co skutkuje wyjściem do pulpitu. Na szczęście w aplikacjach systemowych takie „kwiatki” nie występują. Zaskakują aplikacje dostarczane przez producenta. Choć to głównie darmowe programy, które można pobrać ze Sklepu Play, to obecność w standardzie Instagrama, Angry Birds, Skype’a czy też odtwarzacza ipla lub pakietu biurowego Kingsoft Office niewątpliwie cieszy. W końcu dostajemy tablet, który już od razu jest gotowy do pracy i rozrywki.

  Screenshot_2013-05-16-06-46-27

Screenshot_2013-05-16-06-31-26

Aparat i wideo oraz inne multimedia

Aplikacja służąca do wykonywania zdjęć Hybridem to kolejny dowód na minimalistyczne upodobania programistów Androida. Nie znajdziemy w niej zbyt wielu opcji. Okno główne oprócz podglądu kadru zawiera skrót do galerii, spust migawki z otaczającym go łukiem do zoomowania (bardzo niewygodnym, nawiasem mówiąc) oraz ikonę przełączenia aparatu i menu ustawień. W tych ostatnich możemy jednak zapomnieć o dodatkach, które oferują najwięksi producenci w aplikacjach aparatu w swoich urządzeniach, takich jak choćby tryb panoramy, regulacja czułości.

Zawsze byłem zdania, że tablety nie służą do robienia zdjęć. Nie jest to najwygodniejsze, zwłaszcza w urządzeniach z ekranami większymi niż 8-9 cali, dodatkowo przycisk spustu migawki znajdowałby się w kompletnie niedostępnym miejscu. Nierzadko też jakość zdjęć pozostawiała sporo do życzenia, ale to, co oferuje Hybrid, przechodzi wszelkie pojęcie. Nie miałem na testach urządzenia z gorszą jakością zdjęć. Praca autofocusa kompletnie dezorientuje. Po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku kadr jest dopiero łapany, co skutkowało licznymi ujęciami ziemi bądź swoich spodni lub butów. Często aparat dobiera zbyt długi czas naświetlania, przez co zdjęcia są prześwietlone i poruszone. Optyka jest bardzo słabej jakości. Automatyczny balans bieli przepala niebo i odejmuje kolorom nasycenia. Algorytmy odszumiania działają skrajnie nieefektywnie – nie dość, że detali brak i kontury są poszarpane, to i tak szumy niekiedy też widać. Praca pod światło skutkuje rozmaitymi refleksami psującymi całe zdjęcie. Markowe tablety oferują jednak sporo lepszą jakość zdjęć. Równie „dobrze” jest z jakością wideo. Rozdzielczość VGA już z założenia nie oznacza wielkiej liczby detali, ale sama sukcesu nie gwarantuje. Jakichkolwiek szczegółów brak, a dźwięk również nie jest najwyższych lotów.

Przykładowe zdjęcia i film wykonany tabletem GoClever Hybrid:

12 11 109 8 76 5 43  2 1

Chip graficzny oraz CPU pozwalają na obsługę filmów w rozdzielczości Full HD. I to prawda, zarówno te w AVI, jak i w MP4 do rozdzielczości 1080p były odtwarzane płynnie. Domyślny odtwarzacz filmów niby obsługuje napisy wewnętrzne i zewnętrzne – ta funkcja niestety nie chciała współpracować. Poza opcjami regulacji proporcji obrazu (i możliwością odtwarzania filmu w małym oknie, wykonując na tablecie jednocześnie inne czynności) oraz szybkością odtwarzania program jest raczej ubogi, do tego też mało intuicyjna. Aplikacja Samsunga to przy tej od GoClevera prawdziwy kombajn oraz wzór ergonomii – ale obie dobrze spełniają swoją funkcję.

Kompletnym nieporozumieniem jest aplikacja odtwarzacza muzycznego. Nie mogę pojąć, jak w czystym Androidzie 4.0 bez żadnych dodatków odtwarzacz muzyki ma interfejs rodem z Androida 2.x. Malutkie podpisy tytułu, albumu czy też wykonawcy, mikra okładka oraz MNÓSTWO zmarnowanej przestrzeni. Oczywiście nie brakuje opcji odtwarzania, zapętlania lub korektora (ale takiej symulacji dźwięku 5.1 już brak), jednak sterowanie odtwarzaczem nie należy do najprzyjemniejszych. Szczęśliwie belki z poszczególnymi utworami, wykonawcami i albumami są sporych rozmiarów i łatwo w nie trafić.

Screenshot_2013-05-16-00-45-48

Screenshot_2013-05-16-00-46-00

Screenshot_2013-05-16-00-46-13

 

Tak jak interfejs odtwarzacza oraz jakość zdjęć zdecydowanie odpychają od produktu firmy GoClever, tak jakość muzyki na słuchawkach to chyba największe pozytywne zaskoczenie tych testów. Naprawdę. Powtórzę się ze sformułowaniem, ale tutaj pasuje ono jak ulał – nie miałem jeszcze w rękach lepiej grającego urządzenia mobilnego. Poczynając od więcej niż zadowalającej głośności, na genialnym zbalansowaniu częstotliwości kończąc. Nie było potrzeby używania korektora. Występuje świetna równowaga pomiędzy dynamiką tonalną krańcowych pasm a wyczuwalnym, mięsistym środkiem. Nie ma efektu papki. Niezależnie czy to ogniste, ciężkie brzmienie gitar i talerzy, czy też pulsujący bas w utworach elektronicznych lub lekkie gitary akustyczne, charakterystyka brzmienia jest idealna. Po prostu nie ma się do czego przyczepić – ogromne oklaski dla producenta.

Internet

Przeglądarka zastosowana w Hybridzie to standardowa aplikacja systemowa. Dziwić może jednak domyślnie ustawiona startowa – Google… Hong Kong. Oczywiście można to zmienić. Aplikacja jest dopracowana, wygodna, zarówno pod względem interfejsu, jak i funkcjonalności – choć dodatków takich jak w Firefoxie brak. Mimo odejścia od Flasha, filmy umieszczone na YouTube czy innych stronach nie sprawiają żadnego problemu. YouTube’a możemy też przeglądać za pomocą dedykowanej, świetnie wyglądającej i wygodnej aplikacji. W przeglądarce oprócz standardowych opcji nie zabrakło także wyboru trybu wyświetlania strony czy też okien incognito. Nic do życzenia nie pozostawia szybkość aplikacji – przewijanie, zoomowanie, a także praca na wielu kartach nie powodują spowolnień i niespodziewanych restartów.

Screenshot_2013-05-16-06-32-50

Screenshot_2013-05-16-06-36-36

Screenshot_2013-05-16-06-39-05

Screenshot_2013-05-16-06-37-07

Bateria

14500 mAh to wartość niespotykana nawet w najbardziej wydajnych i drogich notebookach z Windowsem. A tyle właśnie wynosi suma pojemności energetycznych akumulatorów w tablecie i stacji dokującej. Wzbudza to nadzieje co do bardzo długiego czasu pracy. Producent reklamuje nawet 15 godzin działania na naładowanym docku oraz tablecie. Okazuje się jednak, że ciężko osiągnąć takie wyniki.

Ogromna pojemność baterii gdzieś ucieka, ponieważ osiągane przeze mnie maksymalnie 8-10 godzin ciągłej pracy, połączonej z oglądaniem wideo i grami, odbiegają od zapewnień reklamowych. To dużo, w dodatku tradycyjne netbooki nie są specjalnie lepsze w tej materii, jednak pojemność ich akumulatorów jest przynajmniej 2 razy mniejsza. To tylko dowodzi, że system nie jest jakoś specjalnie zoptymalizowany, jeśli chodzi o energooszczędność. Bardziej zadowalały wyniki podczas używania samego tabletu, ponieważ dało się „wycisnąć”, korzystając sporo z Internetu przez WiFi i z streamingowego odtwarzacza muzyki WiMP, nieco ponad 2 pełne doby. Dobrym rozwiązaniem jest więc używanie docka jako power bank. Szkoda tylko, że nie zawiera on jakiegokolwiek wskaźnika naładowania baterii.

Podsumowując…

Od razu zaznaczam, że dla bardziej profesjonalnych zastosowań ta konstrukcja się nie sprawdzi. Poczynając od bazy bardziej zaawansowanego oprogramowania, poprzez kompletnie niedopracowane wprowadzanie tekstów w naszym pięknym języku, na ograniczeniach sprzętowych kończąc. Dlatego może lepiej wybrać netbooka, ale… odpinany tablet to i tak niesamowicie wygodne rozwiązanie. Pracujemy czy piszemy – jest dock, a jak nie chcemy taszczyć całego urządzenia, wyjmujemy tablet i koniec.

Hybrid to przykład tego, jak kilka błędów potrafi zniszczyć naprawdę świetnie zapowiadający się sprzęt. Dawno nie miałem w rękach urządzenia z tak dobrych materiałów, z tak dobrym ekranem i zadowalającą wydajnością. Boli brak modułu 3G, nienadający się do niczego aparat, a także to nieszczęsne wprowadzanie polskich znaków. Bateria też mogłaby być nieco lepsza, jednak wszystko to można przeżyć, jeśli spojrzy się na cenę tego sprzętu. Nowe egzemplarze da się kupić (sprawdzone dzień przed publikacją) za 900 złotych. Jakby nie patrzeć, cena adekwatna do możliwości i atrakcyjna. Może nie jest to jakość Asusa Transformera, ale to też nie cena Transformera. Może ten sprzęt „wygląda” na tandetny… ale wewnątrz to urządzenie w niektórych kwestiach lepsze od wielu „markowych” tabletów za cenę ponad dwukrotnie wyższą. Czekam na Hybrida 2 – z wewnętrznym modułem 3G i lepszą obsługą polskich znaków oraz z lepszym wykończeniem – biorę wtedy go w ciemno. A pierwszą wersję pozostaje mi polecić osobom, które chcą alternatywy dla netbooka, nie używając go jednak zbytnio do pracy, a jedynie jako uzupełnienie możliwości tabletu. Moja ocena to 6/10. Na zachętę – bo urządzenie naprawdę ma potencjał.

Zalety:

  • dobra wydajność
  • świetne materiały
  • niesamowita jakość muzyki
  • pakiet aplikacji od producenta
  • wydajna i wygodna przeglądarka
  • wygodna klawiatura z użytecznymi skrótami
  • dobry ekran tabletu (choć nieczytelny w słońcu)
  • atrakcyjna cena jak na sprzęt tego typu
  • dobry czas pracy na baterii

Wady:

  • bardzo słaby aparat i kamera
  • nieprzemyślane wprowadzanie polskich znaków
  • osobny moduł 3G, co wyklucza zastosowanie tabletu jako telefonu
  • przeciętna jakość wykonania z licznymi niedoróbkami
  • trochę zbyt duża masa
  • głośnik będący atrapą; dodatkowo bardzo słabej jakości
  • niekiedy niestabilne oprogramowanie
  • brak radia FM; domyślna aplikacja odtwarzacza nieprzystosowana do tabletów

Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

No comments yet.

Leave Your Reply