Test: Samsung GALAXY Tab 10.1

Cóż nadzwyczajnego kryje się w produktach Apple’a? Zagorzali fani wymienią jednym tchem zalety wszelkich iProduktów, myślący bardziej chłodno zastanowią się trochę dłużej. Czego by jednak na Apple nie mówić, to faktem jest, iż wyznacza nowe standardy. Od kiedy wprowadzono iPhone’a, zaczęto kopiować rozwiązania z Cupertino. Tylko co to ma wspólnego z Galaxy Tabem? Ano ma. Gdy pojawił się iPad – wiele tabletów z Androidem zaczęto nazywać „iPad killerami”. Tylko że urządzenia te są często zupełnie odmienne od siebie, a co dopiero od pierwowzoru. I tu wkracza najnowszy Galaxy Tab… Testując tablet Samsunga, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że czerpie on z najlepszych pomysłów swoich i konkurencji (głównie Apple’a). Tylko czy taka praktyka ma sens, czy znowu pojawi się kolejny „odgrzewany kotlet”? Zapraszam do przeczytania testu najbardziej „jabłkowego” po iPadzie tabletu.

Zestaw:

W pudełku znalazłem:

  • tablet GT-P7500 Galaxy Tab 10.1
  • dwuczęściowa ładowarka z portem USB
  • słuchawki dokanałowe
  • komplet wymiennych gumek do słuchawek
  • instrukcja obsługi
  • kabel USB

Specjalnie umieściłem na końcu kabel USB. Otóż nie kończy się on zwykłym wyjściem mini czy micro, tylko portem dokowania Samsunga. Czuję się, jakbym cofnął się kilka lat wstecz i wrócił do telefonów Samsunga ze swoim oryginalnym portem. Inspiracje apple’owskie pełną parą… tylko czemu akurat tutaj? Na pocieszenie warto wspomnieć, iż do swoich tabletów Samsung przygotował wiele akcesoriów kompatybilnych z tym złączem, np. stację dokującą czy podpinaną klawiaturą. Optymalnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie i microUSB, i samsungowego złącza. Tablet ładuje się po podłączeniu do komputera.

W zestawie nie znajduje się nic specjalnego i nie ma się w tej kwestii nad czym rozpisywać. Dostarczone słuchawki są niezłe, jak na zestawowe, słychać jednak sporą różnicę względem choćby Nokiowych WH-205. To już kwestia preferencji – czy wolimy mocniejszy bas i ogólnie bardziej miękki dźwięk (WH-205) czy odsłuch bardziej płaski, z większą ilością sopranów, choć dalej z wyczuwalnym basem (słuchawki Samsunga).

Nie obraziłbym się, gdyby dołączono kabel HDMI czy chociaż ściereczkę do ekranu – w końcu to najwyższa tabletowa półka. Nie wspominając o akcesoriach wyższej klasy, typu pokrowiec.

Po co mi tablet?

Wielu producentów określa tablet jako pomost między smartfonem a netbookiem. I w skrócie to jest najlepszy opis zastosowania tabletu – smartfony mają za mały ekran, a netbooki są zbyt mało mobilne. Tablet łączy zalety obu rozwiązań – szybkość smartfona z ekranem netbooka. Tablet np. podczas przeglądania Internetu jest z racji większego ekranu sprawdza się lepiej niż smartfon, a jednocześnie wygodniejszy niż netbook. W wypadku androidowych gier dostajemy +10 do wygody już za sam ekran. Podobnie się dzieje, gdy oglądamy filmy i zdjęcia. Są jednak pewne kompromisy – głównie dotyczące wprowadzania tekstu. Netbook będzie (mimo iż cięższy) w tej materii zdecydowanie lepszy. Jak to było jednak napisane w gazetce reklamowej pewnego sklepu z elektroniką: „Chociaż smartfon i tablet mogą funkcjonować samodzielnie, doskonale sprawdzają się jako uzupełnienie klasycznego komputera – stacjonarnego lub przenośnego”.

Z zewnątrz

Pierwsze różnice względem iPada widać już po wzięciu do ręki urządzenia – przede wszystkim chodzi o horyzontalną orientację ekranu. Jest to spowodowane wyglądem UI Honeycomba, które zostało przystosowane głównie pod tryb landscape. Oczywiście, można także działać w pionie, aczkolwiek interfejs wygląda wtedy na „ściśnięty”.

Więcej jest jednak podobieństw – widać, że Samsung mocno inspirował się konkurentem, zwłaszcza w kwestii wzornictwa i zaprojektowania układu urządzenia. I też w kwestii wyposażenia – bowiem Tab 10.1 nie posiada slotu na karty pamięci. Jest to niedopuszczalne w sprzęcie z tej półki, ale cóż. Jakoś nie potrafię znaleźć zalet tego rozwiązania.

   

Przedni panel zdominowany jest, a jakżeby inaczej, przez ekran Super PLS o przekątnej 10,1 cala oraz o rozdzielczości 1280×800 punktów. Zagęszczenie pikseli jest wystarczające – podobne ekrany montuje się w wielu netbookach, jednakże w przeważającej większości mają one rozdzielczość 1024×600 pikseli. Mimo iż nie jest to powszechnie zachwalany i stosowany w topowych produkcjach Samsunga Super AMOLED (a nawet nie zwykły AMOLED, tylko LCD), to w pomieszczeniu ciężko jest coś temu ekranowi zarzucić. Kolory są nasycone, kąty widzenia w poziomie i w pionie są zaskakująco wręcz dobre, obraz jest naturalny i wyraźny. Przewagę AMOLEDu widać w filmach i w innych miejscach, gdzie pojawia się dużo czerni – a na takim ekranie naprawdę byłoby na co popatrzeć… Pozostaje więc czekać na Samsunga Galaxy Tab 7.7 z Super AMOLEDem Plus.
Ekran urządzenia chroni dobrze znane Gorilla Glass. Tak wielka powierzchnia ma także swoje minusy – mocno się palcuje, jakby pokryto szybę jakimś błyszczącym lakierem. A na takim ekranie naprawdę mocno to widać.

   

Wyświetlacz otacza ramka z fortepianowej części, która zawiera w sobie logo Samsunga na dole, a na górze czujnik zbliżeniowy i oświetlenia. Ramka nie jest do końca dobrym rozwiązaniem – jest ona dosyć gruba i nie ma jakich specjalnych funkcji, jak choćby takich jak w PlayBooku od BlackBerry, gdzie obsługa odbywa się m.in. przez korzystanie z ramki. Nie wspominając już o oszczędności miejsca.

Tył tabletu jeszcze bardziej zdradza podobieństwo do produktu z Ameryki – jest minimalistyczne i utrzymane w typowym bardziej dla Apple’a stylu. Na wielkiej tafli błyszczącego, śliskiego białego plastiku umieszczono centralnie logo Samsunga, a poniżej różne informacje o produkcie – piktogramy 3G, WiFi, ilości pamięci – w zależności od zakupionej wersji, także IMEI i numer seryjny. Nie można było tego umieścić gdzie indziej, ponieważ Tab jest „nierozbieralny” i nie posiada żadnych zdejmowalnych elementów, np. pokrywy baterii. Białą plastikową połać zakłóca metalowa ramka, która obiega na bokach całe urządzenie, a jej przedłużeniem jest przestrzeń, na której znajdują się: obiektyw aparatu i dioda LED. Ten pierwszy jest umieszczony w zagłębieniu i ochraniany przez wyraźnie pogrubioną obrączkę.

   

Przyciski znajdziemy jedynie na górnym boku tabletu. Są to kolejno od lewej: włącznik (wzbudzający także urządzenie ze stanu uśpienia), przycisk regulacji głośności. Są one średnio wyczuwalne i czasem zdarza się je pomylić, np. przy włączeniu tabletu w ciemności. Na prawo od tych klawiszy znajdują się także: wyjście minijack 3.5 mm oraz slot na kartę SIM (w wersji 3G) – na szczęście tę zwykłą, a nie tę w standardzie microSIM (notabene stosowaną w iPadzie). Boki tabletu zawierają głośniki – jeden po każdej stronie. Na dole umiejscowiono nieszczęsny port dokowania Samsunga, o którym wspomniałem na wstępie, a także mikrofon. Urządzenie mierzy 246 mm długości, 170 szerokości i 8,6 grubości – zwłaszcza ta ostatnia wartość robi wrażenie i niewątpliwie nadaje tabletowi elegancji. Także ergonomii – bo jeszcze cieńszy tablet byłby mniej wygodny w przenoszeniu. Tab 10.1 waży 565 gramów, co moim zdaniem jest wartością lekko za dużą. Prawa fizyki są nieubłagane i większy ekran oraz obudowa wiążą się z ciężarem, jednak czuć tą masę i nie jest to zbyt korzystne. Warto jednak wspomnieć, że to i tak najlżejszy tablet z Honeycombem dostępny na polskim rynku.

   

Galaxy Tab 10.1 sprawia na początku wrażenie solidnego i bardzo dobrze wykonanego. Tylko nie zapominajmy, że to Samsung – a w kwestii wykonania produktów bardzo często zapomina o detalach, ale jakże ważnych. Przede wszystkim – błyszczący plastik z tyłu obudowy. Po co montować tak duży kawał w dodatku błyszczącego i śliskiego tworzywa? Rysuje się on, palcuje, dodatkowo trzymanie w ręce nie jest tak pewne, jak można by tego oczekiwać. Wystarczy popatrzeć, jak to rozwiązano w Motoroli XOOM – a dużo nie trzeba. Drugim uchybieniem, choć nie tak znaczącym, jest lekkie odchodzenie metalowej ramki z lewej strony urządzenia – jednak nie jest to bardzo wyczuwalne. Do ideału brakowałoby jeszcze w jakiś sposób zmniejszyć zbieranie odcisków palców także ekranu. Brakowałoby – bo dopiero trwają prace nad takimi materiałami.

Tyle z negatywów. Całościowo urządzenie jest dobrze spasowane (poza lewą częścią ramki) i nie trzeszczy, sprawia mimo wszystko wrażenie wykutego z kawałka kamienia, tylko z podłożonym z tyłu kawałkiem plastiku. Ramka jest prawdziwie metalowa, a nie tylko udająca metal. No i co tu dużo mówić – wzornictwo produktu jest przemyślane i atrakcyjne. Ogółem rzecz biorąc – w kwestii wykonania urządzenie pozostawia niedosyt w postaci plastikowej tylnej części. Jeśli producent to poprawi – będzie blisko ideału, i teraz jest w miarę dobrze.

Wiadomości, wpisywanie tekstu

Zgodnie z oznaczeniem na pudełku, Tab 10.1 powinien być telefonem komórkowym. Tak jednak nie jest – mimo obecności modułu 3G nie zadzwonimy sobie z niego. Napiszemy i odbierzemy jednak SMSy – jeśli plan taryfowy nam na to pozwala.

 

Do dyspozycji mamy standardową klawiaturę ekranową w układzie QWERTY, jak też i Swype i dyktowanie (!), które o dziwo działa całkiem sprawnie. Pisanie w praktycznie każdym układzie to czysta przyjemność – może tylko poza Swype w poziomie. Po prostu ślizganie po tak dużej powierzchni źle wpływa na szybkość, jest dłuższa droga do pokonania 😉 W pionowym układzie jest już jak najbardziej w porządku. Tekst można wpisywać także odręcznie – jednak działa to tylko w oddzielnej aplikacji Notatnika.

  

Plaster miodu

Nieprzystosowanie systemu do dotykowego ekranu/do większej powierzchni i rozdzielczości to bardzo poważny błąd, powodujący konsekwencje natury ergonomicznej (wystarczy popatrzeć na dotykowego Symbiana lub Windows Mobile od 5 do 6.5). Inżynierowie Google’a wiedzieli o tym, że smartfonowy Froyo/Gingerbread przeniesiony na tablet (moim skromnym zdaniem i na PC) do niczego się nie nadaje i trzeba opracować nową wersję, z nowym UI. Tak właśnie powstał Android 3.0 Honeycomb – czyli po polsku plaster miodu.

 

Pulpit przypomina teraz bardziej komputerowego Windowsa/Linuxa, niż typowego Androida. Nowością jest belka na dole, która zawiera od lewej przyciski: wstecz, Home, Menu i zrzut ekranu. Zastępuje ona tradycyjne przyciski fizyczne, które znajdują się w telefonach z Androidem. Na dolnej belce znajduje się także rozwijane menu skrótów i powiadomienia, w lokalizacji typowo „Windowsowej”. Po kliknięciu na godzinę wyświetla się małe okienko z powiadomieniami, procentowym stanem baterii, możliwością włączenia poszczególnych interfejsów bezprzewodowych. Bardzo wygodne i intuicyjne.

Ikonę (a teraz już raczej po prostu opis tekstowy) aplikacji przeniesiono na górę – lokalizacja średnio udana i musi minąć trochę czasu, by się do tego przyzwyczaić. Odruchowo naciskamy ikonę Menu, która na pulpicie nie wywołuje niczego). Programy są podzielone na wszystkie, ułożone alfabetycznie lub tylko te pobrane. Bardzo dobre rozwiązanie, ale wobec tego przydałoby się dać również szufladkę z aplikacjami tylko preinstalowanymi. Na co dzień da się jednak bez tego obejść. Nowe widżety lub skróty dodajemy, naciskając ikonę plusa w prawym górnym rogu, obok Aplikacji. Z poziomu tego menu możemy również zmienić tapetę.

 

Nakładka graficzna zastosowana w Galaxy Tabie nosi nazwę TouchWiz UX. Na start dostajemy 5 ekranów głównych, które nie przewijają się w trybie pętli (nie da się jednym przesunięciem wrócić z ekranu piątego do pierwszego i na odwrót). Standardowo skrajne ekrany są wolne, drugi zajęty jest przez skróty do zakładek i e-maila. Głównym pulpitem jest ten trzeci, który jest miejscem dla paska ikon, zegara, miejsca na wybraną przez nas grafikę i prognozę pogody. Czwarty zapełniony jest skrótem do Social Hub’a, ikon znajomych, kalendarza i wiadomości giełdowych. Jak to w Androidzie bywa, mamy pełną swobodę – możemy urządzić wszystkie pulpity jak nam się żywnie podoba.

   

Często nakładka jest przyczyną spowolnienia działania urządzenia (patrz: HTC Sensation), równie często zmiana launchera dodaje urządzeniu szybkości. Tutaj nie ma ani jednego, ani drugiego. Na obojętnie jakim launcherze (a te alternatywne nie są czasem przystosowane do tabletów i są bardzo niewygodne) szybkość jest ta sama. Czytaj – niezadowalająca… Mimo 1 GB RAMu, dwurdzeniowej Tegry 2 po 1 GHz każdy… Oznacza to jedno – TouchWiz, jak i cały Honeycomb wymagają optymalizacji i dopracowania. Podobnie działają również inne konkurencyjne tablety z tym systemem (Motorola XOOM, Asus Eee Pad Transformer, Acer Iconia Tab itp.). Jest to najpoważniejszy powód wyraźnej przewagi iPadów nad innymi konstrukcjami. Tablet z Cupertino działa tak samo jak iPhone – czyli megastabilnie, szybko, po prostu perfekcyjnie (pomijam jailbreak’a i inne modyfikacje). Testowany egzemplarz pracował na Androidzie w wersji 3.1.

Nie mogło zabraknąć także sklepu z aplikacjami – Android Market. Podobnie jak w wypadku Symbiana, zawartość sklepu jest dynamicznie dopasowywana do systemu. Oznacza to dużo mniej oprogramowania do zainstalowania. Oferta tabletowego AM nie umywa się do głównego konkurenta – AppStore. Pomniejsze aplikacje nie zawsze dopasowują się do rozdzielczości ekranu, jednak najpopularniejsze pozycje bez problemu się skalują.

 

Obsługa tabletowej wersji wygląda nieco inaczej niż „tradycyjnego” odpowiednika. Menu kategorii przeniesiono na bok, oddzielna belka na górze zawiera wyszukiwarkę. Ze względu na powierzchnię ekranu zarówno wyniki wyszukiwania, jak i dostępna zawartość kategorii wyświetlane są w postaci kafelków.

   

Internet

Duży ekran i komplet standardów łączności (BT 3.0, WiFi w standardach a/b/g/n, HSPA+ 21,6 Mbps, HSUPA 5,76 Mbps) sprawiają, iż tablet jest urządzeniem wręcz stworzonym do Internetu. Ze względu na szybkość i rozmiary są niesamowicie mobilne i sprawdzają się w każdej sytuacji. Sporo jednak zależy od oprogramowania.

Przeglądarka internetowa została przystosowana do tabletowego interfejsu, jak wiele elementów systemu. Teraz aplikacja przypomina bardziej komputerowego Chrome’a niż typową androidową przeglądarkę znaną ze smartfonów. Strona główna to okno szybkiego wybierania, na górze znajdziemy widok otwartych kart. W wypadku smartfona byłoby to marnowanie rozdzielczości (pomijając trafienie w małe ikony kart czy zamknięcia otwartej zakładki), w tablecie jest to strzał w dziesiątkę. 1200 na 800 pikseli sprawia, że strony wyświetlają się praktycznie identycznie, jak na zwykłym komputerze. Gesty i zastosowanie multitouch tylko poprawiają wygodę. Zazwyczaj przeglądarka jest szybka i nie sprawia problemów. Zazwyczaj…

   

Najlepszym testem dla przeglądarki jest, póki co, uruchomienie materiału w rozdzielczości FullHD na żywo za pomocą zasobożernego Flasha. O ile Sensation i Galaxy S II radzą sobie z tym zadaniem śpiewająco, to najnowszy Galaxy Tab po w miarę płynnym starcie zaczyna dostawać czkawki. Niezależnie od portalu – czy to YouTube, czy Vimeo. Zabawa zaczyna się po wyłączeniu materiału. Bardzo często po wyłączeniu filmu i próbie załadowania nowej strony przeglądarka się wyłącza, w związku z czym tracimy wszelkie dane (a aplikacja nie oferuje zapisywania sesji). Tak dzieje się nie tylko wtedy, gdy oglądamy film w wysokiej rozdzielczości – podczas normalnego przeglądania także następuje przymusowe zamknięcie. Tyle że w pierwszym wypadku jest to niemal pewność, w drugim rzadkość.

    

YouTube można też przeglądać za pomocą osobnej aplikacji, również przystosowanej na potrzeby tabletu. Wiele opinii mówi, iż jest ona niewygodna – mam w tej kwestii zupełnie odmienne zdanie. Miniatury poszczególnych filmów są odpowiednio duże, poza tym samo przedstawienie wyników wyszukiwania jako tabeli z miniaturami jest wygodne i co tu dużo mówić, bardzo atrakcyjne. Po wybraniu któregoś filmu wyświetla się on po lewej (opcjonalnie na całym ekranie przez podwójne kliknięcie), na prawo znajdują się miniatury przedstawiające podobne filmy. Nie do końca spodobał mi się fakt, iż wyższą jakość filmu można wybrać dopiero po przełączeniu na widok pełnoekranowy, a potem ewentualnie powrócić do widoku mniejszego okienka. Film można udostępnić przez belkę na górze, a w trybie okienkowym także ocenić za lub przeciw. Pliki można także wyszukiwać za pomocą głosu. Nic więcej raczej nie potrzeba.

Szukam aplikacji Facebooka… nie ma. Zamiast tego jest coś takiego jak Social Hub, co zbiera wszelkie serwisy społecznościowe w jednym miejscu i przez tą właśnie aplikację można go przeglądać, ew. za pomocą widżetu na pulpicie. Mimo iż jestem przeciwnikiem umieszczania wszechobecnego „f” wszędzie gdzie się da, brak osobnej aplikacji uznaję za wadę. Zwłaszcza, że jej dodanie „z pudełka” nie jest jakimś problemem. Ewentualnie można zajrzeć tradycyjnie do Marketu i takowego klienta pobrać.

Foto i wideo

Muszę to napisać na samym początku – choć tablety oferują możliwość kręcenia filmów i robienia zdjęć, w praktyce rejestrowanie materiałów za pomocą 10-calowego urządzenia wygląda co najmniej komicznie. W wypadku „siódemki” da się to jakoś przeżyć, „dziesiątka” powoduje powszechne zdziwienie i zwrócenie uwagi… przechodniów, którzy takiego „fotografa” widzą.

 

Duże wymiary mają swoje odzwierciedlenie w wypadku ergonomii. Niepotrzebny jest sprzętowy spust migawki na boku urządzenia – pewniej i wygodniej jest uchwycić tablet na środku dolnego boku. Oprogramowanie aparatu oszczędziło z tym problemów – wszelkie przyciski rozwijające opcje, przełączające trybu filmów/zdjęć czy w końcu spust migawki znajdują się na bokach, podgląd kadru jest umieszczony centralnie. Warto w tym miejscu dodać, że aplikacja dostępna jest tylko w poziomie – co nie jest jednak wadą, bo trzymając w pionie urządzenie, chwytając za boki tylko zasłonilibyśmy obiektyw. Do dyspozycji oddano także geotagging zdjęć. Od momentu wciśnięcia przycisku migawki do zrobienia zdjęcia mija około 1,5 sekundy, co nie jest najlepszym wynikiem. Może sytuację uratuje jakość zdjęć? Nic z tych rzeczy…

 

Lepiej jest inwestować w dobrą optykę, niż zwiększać na siłę ilość megapikseli. Galaxy Tab nie imponuje ani rozdzielczością, ani jakością. 3,2 MPX (z autofocusem) jest na potrzeby ekranu wystarczającym wynikiem, jednak standard w wypadku androidowych tabletów to 5 MPX. Dodatkowo finalny efekt jest delikatnie mówiąc, niezadowalający. W dobrym świetle (i w naturalnym, i w sztucznym) zdjęcia są przyzwoite. Fotografie są ostre, mają lekko ciepłe kolory. O detalach jednak możemy zapomnieć, dodatkowo praca pod światło też nie jest najmocniejszą stroną. Całość jest pokryta lekkim ziarnem. Tradycyjnie im światła mniej, tym gorzej. Wystarczy lekki niedobór, by szumy przybierały na siłę i stawały się coraz bardziej kolorowe. Optyka ma również problemy z automatycznym balansem bieli – podczas fotografowania sceny z białymi elementami biel jest odwzorowana dobrze, jednak podczas przybliżenia kadru tak, by kolor biały wypełniał cały obszar zdjęcia, biel zamienia w szarość z lekkim fioletem. Do dyspozycji mamy także przednią kamerkę o rozdzielczości 2 MPX (za pomocą której możemy prowadzić wideorozmowy).

Przykładowe zdjęcia wykonane tabletem:

   

   

   

Nieco lepiej za to się prezentują filmy. Mimo iż nie są one nagrywane w rozdzielczości FullHD, to całościowy efekt jest więcej niż dobry. Na filmach widać trochę szumów, ale także i zaskakująco dużo detali. Obraz jest ostry i naturalny. Gorzej jest niestety z dźwiękiem – ale to przypadłość Samsunga, nie pierwszy raz zresztą.

Muzyka

Podobnie jak w wypadku interfejsu ogólnego systemu, odtwarzacz uległ lekkiemu przebudowaniu (w końcu większy ekran = większe możliwości). Po lewej znajduje się panel z wyborem wszystkich piosenek, list odtwarzania, wykonawców, albumów, etc. Środkową część okna zajmuje przewijana lista aktualnego wyboru – w zależności od opcji zaznaczonej w kolumnie po lewej. Jeśli jest aktualnie odtwarzany jakiś utwór/album/lista, pojawia się także trzecia kolumna. Na jej górze znajduje się okienko z regulacją głośności i ikonami przewijania, pauzy/odtwarzania. W wypadku przypisanej do utworu okładki albumu takowa również jest wyświetlana. Na dole kolumny znajduje się lista utworów w ramach albumu czy listy. Podwójne kliknięcie na okno odtwarzania rozciąga je na pełny ekran, gdzie utwór możemy przewinąć także za pomocą suwaka (w którego trafienie na szczęście nie nastręcza problemów), opcjonalnie włączyć opcję emulacji 5.1, ustawienia equalizera czy efektu dźwiękowego. Te opcje się jednak nie łączą – uaktywnienie dźwięku 5.1 wyłącza equalizer i/lub efekt dźwiękowy, jeśli wcześniej któraś z tych opcji była włączona.

    

Świetnym rozwiązaniem jest możliwość konfiguracji głównego okna programu – poszczególne obszary możemy usuwać lub dodawać. Jakby wyliczać na siłę, czego zabrakło, to chyba tylko widoku cover flow – ale nie sądzę, by przy takim ekranie był on praktyczny. Choć na pewno efektowny.

 

Mało wygodną aplikację może uratować dobra jakość dźwięku (w drugą stronę to nie działa). W Galaxy Tabie na świetnym poziomie stoi jedno i drugie. Wbudowane głośniki, mimo iż nie najszczęśliwiej rozmieszczone (podczas grania w gry, gdzie elementy sterujące znajdują się po bokach głośniki są wręcz idealnie zasłaniane), grają bardzo przyjemnie jakościowo (oczywiście dalej patrząc na typowo „telefoniczną” jakość głośników) i dosyć głośno. Słuchawki w standardzie, bez żadnych ustawionych opcji grają nieco za płasko. Głośno (mocy wyjściowej nie brakuje), ale głębi raczej brak. Wystarczy jednak uaktywnić equalizer i efekt dźwiękowy, by dźwięk stapł się przyjemny i dynamiczny. Spotykane tu jest popularne w telefonach i tabletach lekkie podbicie krańcowych częstotliwości. Mówię tu cały czas o słuchawkach fabrycznych, które są dobrej jakości i dobrze sprawdzają się z innymi urządzeniami. Po podpięciu lepszych słuchawek, nawet tych nausznych (z racji mocy, o której wspomniałem wcześniej) wrażenia są oczywiste – jak to śpiewał F. Mercury: „it’s a kind of magic”. Perfekcja, jak w wypadku Galaxy S, SII i 7-calowego Taba. Oczywiście jak na tablet/telefon, bo do naprawdę dobrego audio urządzenia mobilne raczej się nie nadają. Na koniec zostawiłem sobie efekt 5.1 – o ile w wypadku słuchawek raczej się nie sprawdza, o tyle na głośnikach… oj tak. Mimo tego, iż głośniki są, jakie są, różnica jest kolosalna. Wrażenia z usłyszenia głosów z drugiego planu wydobywających się jakby za tobą przy tablecie odtwarzającym muzykę przed tobą – bezcenna.

Potem miał znaleźć się opis radia, niestety Samsung takowego w swym tablecie nie umieścił, a szkoda. Słuchaczom RMFu, Trójki czy innych stacji pozostaje słuchanie radia przez jakiś program z Marketu (niektóre stacje mają swoje oficjalne programy).

Bateria

7000 mAh – taka pojemność w porównaniu do coraz bardziej energożernych smartfonów z bateriami o pojemności co najwyżej 2000 mAh robi wrażenie i rozbudza pewne nadzieje co do czasu pracy na pojedynczym ładowaniu. Mimo wszystko sam się zastanawiałem, czy to też nie za mało 😉 Galaxy Tab 10.1 jest pod tym względem wręcz rewelacyjny.

Mimo dużego ekranu i potężnych wnętrzności (dodając do tego wszelkiej maści synchronizacje), Taba bardzo ciężko wykończyć w jeden dzień. Jeśli nie oglądamy filmów w HD, dodatkowo na najwyższej jasności, nie ma praktycznie szans, by podłączyć tego samego dnia tablet do ładowarki. 4 czy 5-godzinne sesje w Internecie nie są dla Taba problemem – co więcej, tablet rozładuje się pod koniec… drugiej takiej. Używając tabletu bardziej na luzie, trzymał mi 3 pełne doby, niekiedy i z kawałkiem czwartej. Wynik uznaję więc za mocno ponadprzeciętny.

GPS

Tab 10.1 wyposażony został w aGPS, dzięki czemu możemy go wykorzystać jako nawigację. Jednak raczej nie jako tą samochodową, bo jest najzwyczajniej w świecie za duży – przymocowanie na szybie drastycznie zmniejszy pole widzenia. Chyba, że umieścimy go gdzie indziej. Dlatego w mojej skromnej opinii zwykły, 7-calowy Tab jest idealnym rozwiązaniem.

Do dyspozycji dostajemy preinstalowaną nawigację Google’a. Nie odbiega ona swoim interfejsem od tej na Androida 2.x – podobnie jest z możliwościami. Większy ekran jednak powoduje dużo bardziej zwiększoną czytelność i pole widzenia. Ustalanie pozycji z aGPS w budynku odbywa się bardzo szybko – około 15 sekund. Na zewnątrz, bez wspomagania jest to czas w granicach 50 sekund. Oprócz nawigacji, swoją pozycję możemy ustalać za pomocą Map.

Jeśli jednak nie pasują nam rozwiązania z Mountain View, możemy zainstalować alternatywną nawigację – choćby Sygica Aurę, który sprawdza się znakomicie i w pełni działa na Galaxy Tabie.

Od siebie

Samsung w standardzie dodał do tabletu kilka przydatnych aplikacji. Pierwszą z nich jest program służący do przeglądania e-booków, z zainstalowaną książką „The Marvelous Land of Oz” w standardzie. Obsługa jest tak intuicyjna, jak tylko być może. Strony się zmienia gestem zwykłego przewijania – prościej się nie dało. Drugą, dużo bardziej rozbudowaną i przydatną jest pakiet biurowy Polaris Office, oferujący zapis i odczyt dokumentów w standardzie Microsoft Office (prezentacja, arkusz kalkulacyjny i edytor tekstu) od edycji 97 do 2010. Trzecią aplikacją jest Pulse – markowa aplikacja do przeglądania kanałów RSS.

 

Podsumowanie

Samsung przyzwyczaił swoich klientów do tego, że jego smartfony wyprzedzały produkty konkurencji o lata świetlne, w dodatku oferując przy tym względnie korzystną cenę. W świecie Androida najlepsze urządzenia pochodzą właśnie od tego producenta. Ma on też dobrą opinię na rynku zwykłych telefonów bez systemu. Nic dziwnego, że wiele osób (w tym ja) oczekiwało serii tabletów Galaxy Tab.

Po testach Galaxy Tab’a 10.1 czuję mimo wszystko lekki niedosyt. Jest on spowodowany głównie systemem i jego działaniem. Czuć, że Honeycomb wymaga poprawek. Wydajność tabletu pozostawia wiele do życzenia, a poszczególne aplikacje nie grzeszą stabilnością. Do tragedii brakuje spaprania spraw sprzętowych – tu jednak Samsung nie zawiódł i zaoferował to, co najlepsze w jego produktach, czyli świetne wykonanie, genialną jakość muzyki i potężną baterię, gwarantującą bardzo długi czas pracy.

Nie mówię, że Galaxy Tab jest zły – ma bardzo wiele poważnych zalet, które sprawią, iż wielu klientów uzna go za najlepszy tablet na świecie. Mimo wszystko to, co w tablecie najważniejsze, stoi na bardzo wysokim poziomie – świetna bateria, bardzo dobry ekran i solidne wykonanie.

Pewien internauta napisał o Tabie: „Uważasz, że Galaxy Tab 10.1 to najlepszy tablet na świecie? To dobrze, jedynie za wszelką cenę unikaj kontaktu z iPadem 2”. I trudno się z tym nie zgodzić – lepiej mimo wszystko wybrać sprzęt dopracowany, dojrzalszy oprogramowaniem, łatwiejszy w obsłudze i z jeszcze lepszą baterią, kosztem jednak aparatu. I przezwyciężenia niechęci do Apple.

Zalety:

  • solidne wykonanie, brak ruchomych elementów
  • bardzo dobry ekran mimo zastosowania LCD
  • bardzo wysoka jakość muzyki i niezłe słuchawki w zestawie
  • kamera do wideorozmów
  • wygodna klawiatura + wyśmienity Swype
  • świetny odtwarzacz filmów
  • mimo wszystko dobra, choć niestabilna przeglądarka internetowa
  • spory pakiet aplikacji dodatkowych w standardzie
  • rewelacyjna bateria
  • całkiem wygodny system z dużymi możliwościami personalizacji
  • pakiet standardów transmisji
  • duża ilość pamięci

Wady:

  • niska wydajność działania systemu, mimo potężnych wnętrzności
  • niezadowalająca jakość zdjęć i filmów
  • niestandardowe łącze ładowania
  • brak możliwości prowadzenia rozmów telefonicznych
  • niedopracowany system
  • brak możliwości rozszerzenia pamięci
  • nie do końca przemyślana lokalizacja głośników
  • słabo wyczuwalne przyciski fizyczne
  • przeciętna oferta aplikacji

 Autor: Jakub Stypułkowski (Oscypek)

Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

2 Comments Added

Join Discussion
  1. marek 02-03-2012 |
    A jak się ma ten tablet do tego który jest oferowany teraz w Plusie z LTE?
  2. Mariusz Burski 03-03-2012 |
    Świetny test :-) Ja bym jednak kupił netbooka - jakoś tablety do mnie nie przemawiają.

Leave Your Reply