Test telefonu: HTC One V

Dlaczego Android odniósł sukces? Odpowiedź jest bardzo prosta. Choćby dlatego, że ten system ma dobre wsparcie, mnóstwo oprogramowania, a smartfony na tym systemie są zróżnicowane cenowo. Są te najdroższe, wzbudzające największe emocje na branżowych portalach, ale też i te z niższej półki, przeznaczone dla osób, które nie chcą wydawać na telefon kwot rzędu tysięcy złotych. Przynosi to ze sobą oszczędności różnego rodzaju – przede wszystkim sprzętowe, gdzie głównie chodzi o ekran i wydajność, a także obudowę. Aż się ciśnie na usta powiedzenie: „jakości nie da się kupić za grosze”. Ale czy to prawda?

HTC One V jest bardzo dobrym przykładem tego, że powyższe stwierdzenie niekoniecznie jest prawdziwe (pomijając fakt, iż „niska cena” to pojęcie względne). Nie obyło się bez oszczędności i jak każdy telefon, One V idealny nie jest, ale w swojej półce to bardzo interesująca propozycja i warto wziąć pod uwagę najniższy model z serii One przy wyborze telefonu. Zapraszam się do zapoznania z testem urządzenia, które udowadnia, że dopracowany i wygodny smartfon nie musi być koszmarnie drogi.

Zestaw

Telefon przyjechał do mnie w białym pudełku bez jakichkolwiek ozdób. W środku oprócz HTC One V można znaleźć kabel USB (będący częścią ładowarki) oraz wtyczkę od ładowarki. Zestaw jest po prostu ubogi. Brakuje choćby najprostszych słuchawek, ale przede wszystkim karty pamięci – o tym jednak nieco później.

Wygląd, czyli ja to gdzieś już widziałem

Często się HTC wytyka tworzenie telefonów według tego samego schematu. W wypadku One V niewiele się zmieniło, ale zainspirowano się starszym już modelem Hero. W związku z tym dół tworzy charakterystyczną „brodę”, która ma praktycznie same zalety – nie jest ona tak spora, by noszenie One V w kieszeni było niewygodne, jednocześnie stabilizuje chwyt (część ta jest z tyłu pokryta gumą) i nadaje urządzeniu charakteru. Wzornictwo jest bardzo atrakcyjne, a telefon jest bardzo elegancki – wygląda jak pomniejszona kopia urządzenia z najwyższej półki.

  

Przód telefonu oczywiście zajmuje ekran. Nad nim umieszczono logo producenta, a na samej górze w tafli szkła wycięto otwór na głośnik od rozmów. Pod ekranem umieszczono trzy przyciski dotykowe – wstecz, Home i wielozadaniowość. Czegoś tu chyba brakuje – jest to klawisz Menu. O ile w wielu smartfonach zrezygnowano z przycisku Wyszukaj (co jestem w stanie zrozumieć, bo bardzo rzadko się go używa), o tyle brak przycisku Menu jest już niezrozumiały. Wiele osób przyzwyczajonych jest do wybierania dodatkowych opcji w danej aplikacji przez sprzętowy przycisk. Tutaj jednak się rozczarowałem, ponieważ notorycznie wracałem do pulpitu telefonu bądź uruchamiałem menu wielozadaniowości. W każdej aplikacji jest dostępna ikonka menu, niesmak jednak pozostaje, ponieważ rozwiązanie sprzętowe jest znacznie wygodniejsze, i jak pisałem – już zakodowane w świadomości użytkowników. Jednak przyciski, które są, działają znakomicie i nie zdarzają się sytuacje, gdy nie reagują albo trzeba użyć w stosunku do nich większej siły. Przestrzeń pod przyciskami jest wolna – to właśnie w tym miejscu bryła telefonu tworzy opisaną wcześniej krzywiznę. Wszystkie opisane elementy, z wyjątkiem głośnika, chronione są dosyć grubą taflą szkła – czuć wyraźne wzniesienie. Jednak grubość szkła nie oznacza w tym wypadku odporności, bo ekran da się zarysować, jednakże nie w takim stopniu, jak choćby Xperię P. Szkło chroniące Lumię 900 miało podobną odporność – lecz tam zastosowano Gorilla Glass, tutaj jest to „zwykła” szyba.

 

Tył zdominowany jest przez metalowy korpus, jednakże w dolnej części urządzenia znajduje się element plastikowy, pokryty jednocześnie gumą. Jest to zdejmowana klapka chroniąca wejście na karty SIM (najpopularniejsze miniSIM – podobno jednak jest to przestarzały standard) oraz slot kart pamięci. Klapka ta pełni także funkcję anteny telefonu, a także chroni głośnik zewnętrzny. Na niej zostało umieszczone logo Beats Audio. Na górze również znajdziemy gumowaną powierzchnię – płat tego tworzywa otacza obiektyw aparatu, a także diodę LED. Obiektyw jest nieco zagłębiony w stosunku do bryły telefonu, przez co jest on w jakiś sposób chroniony. Na środku znajdziemy logo HTC, które jest wyjątkowo wycięte w metalu bez żadnych tanich ozdobników. I dobrze, bo odpadająca z logo producenta litera, będąca tandetną folią naklejoną w taką szczelinę nie wygląda estetycznie, co miało miejsce w Desire Z. Tutaj po prostu nie ma co odpaść.

 

Na bokach poskąpiono elementów, i tak po lewej stronie ujrzymy port microUSB, a po prawej klawisze regulacji głośności. I tyle, szkoda że nie ma tam sprzętowego przycisku służącego do robienia zdjęć, a szkoda. W wielu smartfonach na prawym boku znajduje się też włącznik, jednocześnie wzbudzający telefon ze stanu uśpienia oraz blokujący ekran. Jednak spowodowane jest to troską o wygodę użytkowników – po prostu łatwiej dosięgnąć przycisku umieszczonego niżej. Takie rozwiązanie często spotyka się w urządzeniach z dużym ekranem. Takiego w One V nie ma, więc włącznik ma bardziej „tradycyjną” lokalizację, czyli górę telefonu. Tam też znajduje się wyjście jack 3.5 mm oraz dioda sygnalizacyjna, która jest całkiem sporych rozmiarów i emituje wyraźne światło, pulsujące bądź stałe. Telefon waży 115 gramów, co nie jest dużą wartością, zważywszy na użyte materiały (w przeważającej większości metal). One V jest bardzo kompaktowy, ale jednocześnie nie ma braków ergonomicznych. Trzyma się go bardzo dobrze i wygodnie obsługuje jedną ręką.

   

Jakość wykonania telefonu jest wyśmienita. Bryła telefonu jest jednoczęściowa, przez co bateria jest niewymienialna – a szkoda, bo obudowę z jednego kawałka metalu i wymienialną baterię da się połączyć. Aluminiowy korpus jest doskonale spasowany z innymi elementami telefonu, nie skrzypi w żadnym miejscu i zbyt szybko się nie niszczy (telefon przyjechał jednak do mnie z minimalnym odpryskiem farby poniżej ekranu). Jak to jednak metal, ma gładką fakturę, przez co jest dosyć śliski, jednak w codziennym użytkowaniu i normalnym chwycie ciężko o przypadkowe wypadnięcie telefonu z ręki. Po testach Xperii P miałem też obawy odnośnie spasowania klapki na dole. Okazały się jednak one bezpodstawne, ponieważ klapka bardzo dobrze przylega do bryły telefonu. Nie tworzą się żadne niepożądane szczeliny i co najważniejsze – nie skrzypi, co w Xperii P mnie denerwowało. Podsumowując – jakość wykonania nie wzbudza zastrzeżeń, a dodatkowo jednoczęściowy metalowy korpus to rzadkość w tej półce cenowej.

Ekran

W dobie rosnących przekątnych ekranu wielkości zarezerwowane niegdyś dla flagowych urządzeń (od 4 cali w górę) są bardzo powszechne nawet w średniej półce. Konkurencja już posiada ekran o przekątnej 4,3” (LG Swift L7), a One V ma tylko 3,7” wyświetlacz. Jednak moim zdaniem jest to wystarczająco dużo, by obsługa była wygodna, a jednocześnie telefon nie jest zbyt duży. Ekran ma standardową rozdzielczość WVGA (800×480 px), dzięki czemu piksele są bardzo gęsto upakowane (252 ppi) i ziarno jest praktycznie niedostrzegalne. Jakość ekranu zachwyca. Druga wersja technologii SuperLCD zapewnia bardzo wysoki kontrast, rewelacyjne kąty widzenia i sporą jasność. Obraz wyświetlany na ekranie przypomina wysokiej jakości wydruk. Czerń dalej świeci, ale już nie tak mocno – jednak w wypadku LCD nie da się tego uniknąć. Jak wspomniałem wcześniej, szkło chroniące ekran da się zarysować, ale jest całkiem odporne. Czytelność wyświetlacza w słońcu także nie pozostawia nic do życzenia. Oby więcej wyświetlaczy takiej jakości w telefonach, zwłaszcza w podobnej cenie.

System i nakładka Sense 4.0

Wiele osób narzeka na brak oficjalnego Androida 4.0 w swoim telefonie. W wypadku One V dostaniemy go już na starcie. I choć nie zanosi się na choćby aktualizację do wersji 4.1 (takie są prawa rynku, tylko flagowe urządzenia są najdłużej wspierane), to cieszy fakt umieszczenia od razu w miarę aktualnej wersji systemu, podczas gdy taka Xperia P z pudełka ma sporo starszą wersję 2.3. Do tego dodano dobrze znaną nakładkę Sense – to już czwarta wersja. Interfejs został przebudowany graficznie z dobrym skutkiem. Poprzednie wersje nakładki od HTC wydawały mi się zbyt cukierkowe, natomiast najnowszy Sense jest elegancki, będąc jednak jak zawsze efektownym i wygodnym w obsłudze. Nakładka dosyć mocno ingeruje w system, jednak z korzyścią dla użytkownika. Mamy do dyspozycji pięć pulpitów, które możemy zapełniać wieloma dopracowanymi widżetami. Możliwe jest także zmiana stylu belek i innych stałych elementów interfejsu. Również pasek skrótów na dole jest w pełni konfigurowalny – można umieszczać różne skróty w dowolnej kolejności. Oczywiście, nie zabrakło rozsuwanego paska powiadomień, ale to stały element systemu Android. Sense to jednak nie tylko pulpit, dla wielu aplikacji zostały przecież przygotowane różne skórki. Bardzo wygodne są też skróty na ekranie blokady, za pomocą których już po odblokowaniu możemy przeskoczyć do interesującej nas funkcji. Także i one mogą być dowolnie podmieniane.

   

Szybkość działania interfejsu podczas codziennego użytkowania jest bardzo dobra. Specyfikacja może nie napawa optymizmem (w końcu procesor jest „tylko” jednordzeniowy), jednak Sense został doskonale zoptymalizowany. Nie zdarzały się żadne przestoje ani niespodziewane restarty telefonu. Po wyciągnięciu dolnej klapki system się nie restartuje (jak choćby w Radarze). Duża w tym jednak zasługa nieco ograniczonej wielozadaniowości. Niektóre aplikacje systemowe po wyjściu do pulpitu się wyłączają i trzeba je uruchomić od nowa. Tak jest choćby w przypadku przeglądarki internetowej – po powrocie do pulpitu poprzednia strona ładuje się od nowa.
Słowa krytyki należą się producentowi za skandalicznie małą ilość pamięci wewnętrznej. Jest ona rozszerzalna kartami pamięci, ale w standardzie pamięć wewnętrzna to 4 GB. Wydaje się to wystarczającą ilością, zwłaszcza w tej klasie cenowej. Z 4 GB użytkownik ma do dyspozycji jedynie 1 GB, z czego pamięć na dane takie jak muzyka czy zdjęcia to jedynie… 100 MB. Jest to wręcz śmieszna ilość i w tej materii HTC się, delikatnie mówiąc, nie popisało.

Wiadomości i połączenia

Skrzynka odbiorcza jest czytelnie posortowana według widoku konwersacji z poszczególnymi osobami. Każda konwersacja jest natomiast wyświetlana w postaci dymków. Emotikony są wyświetlane jako graficzne znaki, co niewątpliwie urozmaica komunikację SMSową. Poszczególne belki – wiadomości, jak też rozmowy są odpowiednio duże i nie ma problemu z ich obsługą. Przy pisaniu całkiem sprawnie działa autokorekta, która podkreśla nieznane wyrazy.

 

Klawiatura ekranowa wymaga na początku przyzwyczajenia. Początkowo dało mi się we znaki to, o czym czytałem w innych recenzjach – uporczywe klikanie w przycisk zmiany języka (a co za tym idzie, i układu klawiatury). Po wyłączeniu zbędnych opcji pisanie jest komfortowe, jednak też przyzwyczajenia robią swoje – One V dostałem po Lumii 900 ze sporo większym ekranem, z której napisałem bardzo dużo wiadomości tekstowych, co skutkowało licznymi literówkami. W miarę czasu było jednak coraz lepiej i pisanie, zwłaszcza w układzie poziomym – choć tak pisać nie lubię – uznać mogę za komfortowe. Działa także głosowe dyktowanie treści, które sprawdza się znakomicie i jeśli nie dyktujemy bardzo trudnych, wyszukanych wyrazów, to spokojnie możemy wykorzystać to narzędzie do pisania wiadomości tekstowych. Warto jednak zaznaczyć, że opcja ta działa jedynie wtedy, gdy jesteśmy połączeni z Internetem.

 

Jakość połączeń to coś, co zawsze w testowanych telefonach marki HTC chwaliłem. Często charakterystyka dźwięku była metaliczna, ale głos był przede wszystkim dobrze słyszalny i zrozumiały, a o to w jakości rozmów też chodzi. One V jednak nie podtrzymał dobrej tradycji i pod tym względem się rozczarowałem. O ile głos jest ma bardziej naturalną i przyjemną dla ucha barwę, to słyszalność jest sporo gorsza. Często musiałem prosić rozmówcę, by powtórzył, co do mnie wcześniej mówił, ponieważ głos był bardzo niewyraźny. Także głośność rozmów nie jest na najwyższym poziomie i przydałoby się trochę więcej mocy. Muszę jednak pochwalić zasięg w One V – telefon jest odporny na wszelkiego rodzaju uściski śmierci, i przy zakrywaniu dołu telefonu, gdzie ukryta jest antena, zasięg nie zmniejsza się w istotny sposób, co nie było w Xperii P takie oczywiste.

Aparat i wideo

Aplikacja aparatu fotograficznego już na pierwszy rzut oka wydaje się przebudowana. W oczy rzucają się przede wszystkim dwa przyciski ekranowe – osobne dla robienia zdjęć i kręcenia filmów. Bardzo mi się ta funkcja spodobała i w jakimś stopniu rekompensuje ona niedogodności spowodowane brakiem sprzętowego przycisku. Na samym dole mamy pasek do przybliżania i oddalania kadru za pomocą cyfrowego zoomu, w prawym dolnym rogu jest ikona, za pomocą której możemy od razu przeskoczyć do galerii zdjęć – kolejny dobry ruch. Po prawej stronie możemy włączyć lampę błyskową, przejść do podręcznego menu z ustawieniami lub wybrać program tematyczny. Dodatkowych ustawień nie brakuje, a niektóre z nich to perełki w swojej klasie – choćby jak funkcja robienia zdjęć HDR (ostatnie przykładowe zdjęcie to przykład działania tej funkcji). Tradycyjnie kadry mają proporcje panoramiczne, jednak i to można zmienić. Podoba mi się fakt, że nie schowano wszystkiego w menu, a od razu są dostępne najważniejsze opcje. Maksymalna rozdzielczość zdjęć to 5 megapikseli, a filmy są nagrywane w rozdzielczości HD. Aparat posiada oczywiście funkcję autofocus i jest wspomagany przez całkiem (jak na komórkowe realia) mocną diodę LED, służącą także jako latarka.

Zdjęcia wykonywane za pomocą One V są dobrej jakości. Choć widać pewne niedoskonałości, takie jak zamglone kadry na dalszych planach i niekiedy problemy z pracą przy intensywniejszym świetle, to całościowo należy pochwalić jakość fotografii. Mają one zazwyczaj naturalne kolory, ostrości nie brakuje (ba, jest jej niekiedy za dużo), podobnie rzecz ma się ze szczegółami. Nie ma żadnych szumów i niedoskonałości geometrycznych. Bardziej podobają mi się zdjęcia z Omnii M (jednak jeszcze bardziej przeostrzone), ale i testowany One V nie ma się czego w kwestii robienia zdjęć wstydzić.

Przykładowe zdjęcia wykonane testowanym telefonem:

  

  

  

  

Wstydzić się jednak można z racji jakości filmów, a raczej jej braku. Na papierze jest to rozdzielczość HD, ale z „jakością HD” ma to bardzo mało wspólnego. Widać bardzo dużą kompresję i jakościowo nagrania z tego telefonu przypominają te o rozdzielczości VGA. Na telefonie może wyglądają „jako-tako”, ale na większym ekranie filmy nie wyglądają najlepiej. Oby zostało to szybko naprawione, bo póki co to najgorsza jakość wideo (z telefonów nagrywających w HD) z testowanych przeze mnie smartfonów.

Przykładowe nagranie wideo:

Internet

One V został wyposażony w podstawowy zestaw standardów komunikacji bezprzewodowej. Przede wszystkim chodzi tu o HSPA, jednak nieznanej prędkości, bo producent takimi danymi się nie pochwalił. Oczywiście nie zabrakło także WiFi w standardzie b/g/n, kolejnej wersji Bluetooth, tym razem oznaczonej cyfrą 4.0 (jeszcze bardziej energooszczędnej), a także funkcji mobilnego hotspotu. Raczej niczego nie brakuje, choć i zdecydowana większość konkurentów jest wyposażona w podobne funkcje.
Standardowa przeglądarka internetowa jest wygodna w obsłudze. Mimo, iż jest nieco przebudowana w stosunku do innych wersji, to obsługuje się ją tak samo wygodnie i intuicyjnie. Z poziomu menu możemy włączyć lub wyłączyć odtwarzacz Flash – niesamowicie przydatna sprawa, ale o tym nieco później. Podobnie jest z przedstawianiem się jako urządzenie stacjonarne czy mobilne – wreszcie jest to widoczne na samym początku i również ułatwia przeglądanie stron zarówno przyzwyczajonym do typowo komputerowego widoku, jak i też osobom, które preferują oszczędność. Możemy pracować na kilku otwartych jednocześnie kartach, jednak nie można się przełączać między nimi za pomocą menu na samej górze, jak choćby w Chromie. A Chrome’a da się zainstalować, ponieważ One V ma Androida 4.0 z pudełka, jednak tej aplikacji nie testowałem. Oprócz standardowych opcji prywatności i plików oddano do użytku tryb „odczyt”, który wyświetla strony na czarno-biało, co zwiększa kontrast i może się przydać osobom o słabszym wzroku. Jest więc wygodnie, opcji zdecydowanie nie brakuje, ale przeglądarka musi jeszcze szybko działać, a wydajność przeglądarki to sprawa mocno dyskusyjna.

  

Przy przeglądaniu statycznych witryn bez ruchomych elementów, choćby we Flashu, przeglądanie odbywa się szybko, sprawnie, bez żadnych spowolnień czy też nawet i restartów. Przybliżanie i oddalanie treści, a także ich przewijanie, jest szybkie i nie ma na co narzekać. Gorzej jednak jest, gdy strona posiada dodatkowe elementy wykonane w technologii Flash – i nie mówię tu o jakimś ich nagromadzeniu (tu właśnie przydaje się tryb wyłączenia Flasha). Wystarczą dwa filmy z serwisu YouTube wstawione na stronę. Próba uruchomienia jednego z nich skutkuje kolejno: „czkawką” na starcie, film jest odtwarzany z artefaktami, pojawiają się na nim kolorowe pasy naprzemiennie z czarnym ekranem. Często „odtwarzanie” kończy się przed czasem… ponieważ następuje przymusowe zamknięcie przeglądarki i powrót do pulpitu, co oznacza załadowanie strony od początku (One V ma nieco ograniczoną wielozadaniowość). Te same filmy odtwarzane przez aplikację YouTube’a są jednak odtwarzane prawidłowo i płynnie bez żadnych niespodzianek.

Muzyka

Po uruchomieniu odtwarzacza muzycznego naszym oczom ukazuje się panel z czterema ikonami – skrótem do biblioteki muzycznej, programu SoundHound, radia internetowego TuneIn i sklepem z muzyką 7digital. Poniżej wyświetlone są ostatnio odtwarzane utwory. Z nową wersją Sense’a przyszły nowe możliwości aplikacji – teraz można pobrać okładkę z poziomu programu, a także szybko wyszukać dodatkowe informacje. Bardzo mi się to spodobało w Xperii P i tutaj także to mocny punkt aplikacji. Przyciski są duże, a nawigacja po programie i bibliotece wygodna. Oprócz standardowego korektora dźwięku, dźwięk może być wzbogacony filtrem BeatsAudio. Można też ustawić podbicie tegoż filtra dla różnych rodzajów słuchawek. Nie ma tu opcji własnego ustawienia częstotliwości, ale jakość dźwięku zdecydowanie to rekompensuje.

  

One V, podobnie jak Xperia P, zdecydowanie należy do tych urządzeń, z których da się słuchać muzyki na słuchawkach bez bawienia się w zewnętrzne programy. Fakt, że filtr BeatsAudio, który działa bardzo dobrze i dodaje dźwiękowi sporo dynamiki dostajemy w standardzie, ale nawet i bez jego użycia nie ma podstaw do narzekania na jakość dźwięku. Dostajemy bardzo dużo mocy na wyjściu – głośność muzyki powinna każdemu wystarczać (w przeciwieństwie choćby do Xperii P czy Omnii M). Uderza pełna charakterystyka brzmienia, bez podbicia pasm krańcowych, ale jednocześnie dźwięk nie jest „zamulony” i słucha się go z niekłamaną przyjemnością. Dźwięk jest zarazem dynamiczny, z wyraźnymi basami i sopranami. Oprócz tego możemy skorzystać z działania wyżej wymienionego filtra BeatsAudio, który dodaje dźwięku przestrzeni oraz basu, choć to już nie przypadnie każdemu do gustu, ponieważ podbicie może być zbyt duże. Głośnik zewnętrzny oferuje jednak nie dość, że co najwyżej przeciętną jakość, to i do najgłośniejszych nie należy.

Bateria

Logiczne jest stwierdzenie, że urządzenie wyposażone w potężniejsze podzespoły i ekran o wyższej rozdzielczości potrzebuje ogniwa o podwyższonej pojemności. Niewymienialna bateria zaszyta we wnętrzu One V ma 1500 mAh pojemności – jak na telefon tej klasy to całkiem sporo. Urządzenia pozycjonowane wyżej, takie jak Xperia P, Lumia 900 czy Nokia 808 PureView mają baterie mniej pojemne niż One V z niższej półki. Spodziewałem się więc dobrych wyników baterii… I rzeczywiście, baterię w testowanym HTC mogę określić jako więcej niż dobrą. Telefon wytrzymuje dwie pełne doby całkiem intensywnego użytkowania – więcej niż godzina korzystania z Internetu przez 3G, sporo zrobionych zdjęć, około pół godziny muzyki, kilkanaście minut rozmów i podobna ilość SMSów oraz około pół godziny grania. Bateria jest bardzo przewidywalna, a czas pracy na tyle długi, że jeśli nie zakatujemy telefonu grami (wtedy bardzo łatwo o szybkie wyczerpanie baterii), możemy zapomnieć o szukaniu ładowarki co wieczór, a nawet i co dwa wieczory.

Podsumowanie

Na rynku pojawia się też coraz więcej urządzeń ze średniej półki, które chcą dotrzymać kroku flagowym modelom, jednocześnie oferując spore możliwości za niską cenę. Mam tu na myśli takie propozycje jak LG Swift L7, Xperia U, Xperia Sola, Galaxy Ace II, Lumia 710 i Omnia M. Właśnie w taki segment celuje HTC One V – i jest propozycją niewątpliwie ciekawą, jednak niepozbawioną wad.
3,7 cala przekątnej ekranu może wydawać się wielkością zbyt małą do wygodnego korzystania z telefonu, jednak dla wielu (w tym i dla mnie) jest to wytchnienie po licznych „patelniach”, które ciężko obsługiwać jedną ręką. Większość konstrukcji z tej półki posiada także obudowy wykonane z plastiku, a dla osób przywiązanych do metalowej bryły – w dodatku perfekcyjnie wykonanej – One V może być jedynym słusznym wyborem. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie wytrzymałość baterii oraz jakość multimediów. Wydaje się więc to idealny telefon, zwłaszcza jak na tą cenę. Sam jednak się zastanawiałem nad kupnem One V, ostatecznie zrezygnowałem z zakupu. Wystarczyło kilkanaście minut rozmów oraz parę stron z wstawionymi filmami w serwisie YouTube, bym odszedł od pomysłu kupna najtańszego modelu z serii One. Na czymś trzeba było zaoszczędzić – w tym wypadku na wydajności, zwłaszcza przeglądarki internetowej. W moim wypadku także bariera przeciętnej jakości rozmów była nie do przeskoczenia.
W końcowym rozrachunku jednak ciężko znaleźć więcej wad. Urządzenie jest dopracowane, ma świetną baterię, jakość multimediów, wykonanie oraz jest całkiem kompaktowe. Do ideału zabrakło nieco wydajniejszej przeglądarki i lepszej jakości rozmów, ale za takie pieniądze? Za około 750 zł warto pogodzić się z wadami, jeśli chcemy metalowy, dopracowany i nie wypychający kieszeni uniwersalny telefon z Androidem. Telefon oceniam na solidne 8/10.

Zalety

  • świetne wykonanie z bardzo dobrych materiałów
  • bardzo dobrej jakości ekran
  • ponadprzeciętna jakość muzyki
  • bardzo dobry czas pracy na baterii
  • ładny i prosty w obsłudze interfejs
  • atrakcyjne wzornictwo
  • dobry stosunek jakość/cena
  • zazwyczaj równa praca systemu
  • dobra jakość fotografii

Wady

  • niezadowalająca wydajność przeglądarki
  • niska jakość rozmów
  • mała ilość pamięci wewnętrznej
  • brak przycisku spustu migawki
  • niewymienialna bateria
  • brak przycisku Menu (zastąpiono go jednak programowo)

Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

No comments yet.

Leave Your Reply