Test telefonu Samsung Omnia M

Tanie smartfony to już nie tylko dominacja tanich Galaxy czy innych niskobudżetowych telefonów z Androidem. Do walki o ten segment rynku coraz mocniej włącza się Windows Phone, czego efektem są niskobudżetowe Lumie oraz takie propozycje jak właśnie Omnia M. Oczywiście zacznie się dyskusja (często przeradzająca się w pyskówkę) na temat wyższości Androida nad WP7 lub na odwrót. Prawdą jednak jest, że wielu osobom system spod znaku zielonego robota się znudził i chcą one spróbować czegoś nowego. Ale czy oprócz WP7 na pokładzie Omnia M ma w sobie inne cechy, które mogą skłonić do zakupu?




Okazuje się, że tak. Windows Phone jest dla niektórych użytkowników lepszym wyborem niż Android. Pomijając różne argumenty za wyborem systemu Microsoftu, telefon wydaje się także i pod względem sprzętowym całkiem dobrym wyborem, ponieważ w tej półce ciężko znaleźć podobne podzespoły. Tanie Androidy czasem mają niskiej jakości ekrany bądź procesor – tu elementy te stoją na całkiem niezłym poziomie. Warto się więc zapoznać z tym swoistym „małym rycerzem” wśród smartfonów. Omnia M kosztuje… ale to przeczytacie na końcu.

Zestaw

Oprócz telefonu Samsung Omnia M w pudełku znajdują się także: kabel USB, ładowarka oraz instrukcja obsługi i inne dokumenty. Pudełko jest bardzo małe, a wszystkie akcesoria upakowane do granic możliwości. Szkoda, że zamiast wygody użytkowników priorytetem są oszczędności. Pewnym zaskoczeniem jest fakt, iż przewód USB nie jest częścią ładowarki. W zestawie zabrakło choćby najprostszych słuchawek. Zestaw więc skromny jak zawsze.

Wygląd, obudowa, jakość wykonania

Samsung S7530 jest całkiem kompaktowy, ale jednocześnie posiada spory 4-calowy ekran. Telefon waży 119 gramów – co zdecydowanie czuć. To dosyć dużo jak na smartfon wykonany z innego tworzywa niż metal. Wzornictwo nie należy do nowatorskich ani – przynajmniej moim zdaniem – szczególnie atrakcyjnych.

  

Przedni panel jest cały pokryty szkłem Gorilla Glass. Na dole znajdują się, zgodnie ze specyfikacją WP7 trzy przyciski – Wstecz, Home i Wyszukaj. Wszystkie są dotykowe, ale działają nienagannie. Powyżej zobaczyć można oczywiście wyświetlacz, a na samej górze czujniki, a także kamerę do wideorozmów oraz głośnik rozmów. Na górze nie znajdziemy włącznika telefonu, a jedynie wyjście jack 3.5 mm oraz zatrzask klapki. Wspomniany wcześniej włącznik, za pomocą którego również można zablokować ekran, znajduje się na prawym boku telefonu – podobnie jak sprzętowy przycisk spustu migawki. Dół to miejsce dla portu microUSB oraz mikrofonu. Lewa strona zagospodarowana jest przez przycisk głośności i zaczep smyczy.

    

Tył telefonu jest koloru szarego, wykonany z plastiku, pokryty lakierem imitującym metal. Oprócz logo producenta i systemu znajdziemy tam także obiektyw aparatu, lampę LED oraz głośnik służący do odtwarzania muzyki. Obiektyw może się rysować, ponieważ nie jest on umieszczony w zagłębieniu. Pokrywa jest oczywiście zdejmowana i możemy się dostać do wymiennej baterii, a także slotu standardowych kart SIM.

  

Jakość wykonania nie wzbudza absolutnie żadnych zastrzeżeń. Materiały nie są specjalnie szlachetne, jednak w urządzeniu z najniższej smartfonowej półki nie oczekuje się ekskluzywnych materiałów takich jak choćby w iPhone’ach. Co nie oznacza, że jest źle – choć to w całości plastik, to jest on doskonale spasowany i nie skrzypi w żadnym miejscu, z czym konstrukcje z wyższej półki często mają problemy. Tylna klapka pokryta jest błyszczącym lakierem z brokatem – co objawiło się licznymi świecącymi drobinami na palcach podczas pierwszego dnia testów, później takie sytuacje się nie zdarzały. Ścięcie bryły na krańcach obudowy, dodatkowo mające szorstką fakturę stabilizuje chwyt. Dodatkowo przedni panel chroniony jest szkłem Gorilla Glass. Telefon wyśmienicie wtapia się w dłoń i nie jest śliski. Podobnie jak w innych produktach Samsunga plastikowa klapka jest bardzo giętka, jednak jak już wcześniej wspomniałem – doskonale spasowana.

Ekran

Jak wspomniałem na samym początku – jakość ekranu jest lepsza niż w konkurencyjnych propozycjach z tego segmentu. To prawda, ponieważ 4″ przekątnej i rozdzielczość WVGA (800×480 px) to zestaw, którego nie posiada żaden tani smartfon z Androidem dostępny na polskim rynku, ba – najtańsze propozycje oferujące ekran o takich parametrach to koszt przynajmniej 700 zł. Ekran w Omnii M został wykonany w technologii SuperAMOLED – kolejne zaskoczenie, ponieważ nie spodziewałem się takiej matrycy w tak tanim smartfonie. Całościowo ekran oceniam bardzo dobrze. Kolory są żywe, kąty widzenia nie wzbudzają absolutnie żadnych zastrzeżeń. No i coś, co urzeka w każdym ekranie typu AMOLED – prawdziwie czarna czerń, będąca efektem wyłączenia podświetlenia pikseli, a w ekranie AMOLED każdy piksel posiada osobne podświetlenie. Czytelność w słońcu stoi na niezłym poziomie. Jakby tego było mało, ekran chroni Gorilla Glass. Idealny ekran? Nie…

Jak każdy ekran SuperAMOLED, tak i ten w Omnii M posiada matrycę PenTile. Zamiast tradycyjnego układu RGB, dającego kolor biały, na jeden piksel w matrycy PenTile składają się dwa mniejsze subpiksele zielone, dające układ RGBG. W praktyce oznacza to tyle, że czcionki są poszarpane, a rzeczywista rozdzielczość mniejsza od deklarowanej. Ten efekt widać zwłaszcza przy tekście, który jest ziarnisty, a kolor biały niekoniecznie jest biały. Jednak nie widać tego tak, jak choćby w Galaxy S czy Huawei Ascend P1 i większość użytkowników zapewne tego nie zauważy – aczkolwiek mi to przeszkadzało.

Windows Phone – interfejs i ograniczenia

Dodatki od Samsunga ograniczają się jedynie do kilku aplikacji oraz dostępu do sklepu z aplikacjami Samsung Zone. Poza tym interfejs i system są dokładnie takie same, jak w innych smartfonach z Windows Phone. Wszystko działa stabilnie, szybko, za co odpowiada 384 MB RAMu oraz układ Qualcomm MSM7227A podkręcony do 1 Ghz, zawierający GPU Adreno 205. Interfejs absolutnie się nie przycina, nie zdarzają się przestoje czy brak reakcji mimo naciśnięcia przycisków ekranowych. Gorzej jest z grami – bardzo prosta gra, jaką jest Angry Birds, działa nieco wolniej niż powinna, ale nie przeszkadza to zbytnio w graniu, bo różnica jest naprawdę minimalna.

   

Windows Phone 7.5 to system, który oprócz wielu zalet oferuje jednak pewne ograniczenia. Jest ich naprawdę sporo i trzeba zapoznać się z nimi przed kupnem urządzenia z tym systemem – choć dla mnie spora część jest do zniesienia. Od ograniczeń sprzętowych, takich jak brak możliwości rozszerzenia pamięci, przez programowe (ograniczona personalizacja interfejsu, brak trybu pamięci masowej, brak profili telefonu), do raczej małej, w porównaniu z Androidem, bazy oprogramowania.

Wiadomości, rozmowy

Podobnie jak w innych smartfonach z WP7, SMSy uszeregowane są w widoku konwersacji. Poziom głębiej rozmowa wyświetlana jest w postaci dymków ze stale widocznym paskiem wprowadzania wiadomości – gdy zaczniemy tworzyć nową wiadomość, to od razu widok przesunie się na sam dół. Przeszkadzać może ograniczenie ilości znaków do 70 – wystarczy jednak wyłączyć autokorektę, by pisać bez polskich znaków diakrytycznych wiadomości o długości 160 znaków. Wspomniana wcześniej autokorekta działa jednak bardzo dobrze.

Klawiatura ekranowa jest wygodna w użyciu i uważam ją za lepszą niż ta zastosowana we wszelkiego rodzaju smartfonach z systemem Android. Choć 4″ przekątnej nie daje zbytniego pola do popisu jak 4,3″ w Lumii 900, gdzie wygoda pisania SMSów jest nie do pobicia, to przy odrobinie treningu pisanie odbywa się bardzo sprawnie. Mówię tu o widoku pionowym, a po obróceniu telefonu pełnoekranowa klawiatura jest bardzo celna i aż się chce pisać. Komunikację za pomocą SMSów zdecydowanie ułatwia też bardzo przyjazny i wyjątkowo atrakcyjny interfejs.

  

Tradycyjnie dla WP7 po wybraniu kafelka o nazwie „Telefon” wyświetla się nie cyferblat, ale rejestr połączeń. Dopiero z jego poziomu możemy przejść do wybierania numerów. Kontakty możemy zapisywać w książce, a do każdego możemy dodać sporo danych – różne numery (domowy, prywatny) czy dodatkowe informacje o każdej osobie. Każdy kontakt możemy także wyciągnąć na pulpit, a następnie po wybraniu odbiorcy zadzwonić lub wysłać SMSa. Interfejs Metro sprawia, iż zarówno cyferblat, jak i książka telefoniczna i historia połączeń są wyjątkowo czytelne i wygodne w obsłudze.

  

 

Jakość rozmów oferowana przez Omnię M jest przeciętna. Choć głos ma bardzo dużą głośność i niekiedy trzeba używać obu klawiszy głośności, o tyle dźwięk jest już drażniący i bardzo ostry w odsłuchu. Przez pierwsze kilka minut nie daje się to we znaki, ale przy dłuższych rozmowach zaczyna to naprawdę mocno denerwować.

Bateria – od rana nie do wieczora

Z racji ceny Omnia M nie jest urządzeniem typu unibody, co ma oczywiście zalety – gdy bateria się zużyje, można ją łatwo wymienić. Gdy nie satysfakcjonuje nas czas pracy na baterii, możemy kupić drugą i zamiennie używać obydwu. W praktyce jednak takie działania wydają się zbędne. 1500 mAh pojemności energetycznej baterii to dużo jak na telefon z tej półki. Czas pracy na baterii jest więc bardzo dobry. Telefon wytrzymuje około 2,5 doby, jednak nie przy minimalnym użytkowaniu – w tym czasie wykonałem około 70 minut rozmów telefonicznych (w stałym zasięgu 3G, jak podczas całości testów) napisałem około 70 SMSów, przeglądałem sieć przez WiFi przez około pół godziny i słuchałem kilkanaście minut muzyki w odtwarzaczu streamingowym. Godzina rozmowy w sieci 3G pochłonęła około 10% baterii – jak nietrudno wyliczyć, telefon oferuje około 10 godzin rozmowy na jednym ładowaniu, co jest rewelacyjnym wynikiem.

Aparat fotograficzny oraz kamera

Interfejs aplikacji odpowiedzialnej za robienie zdjęć jest wygodny. Bez zbędnych bajerów – na ekranie głównym programu znajdziemy trzy ikony oraz przyciski ekranowe do przybliżania. Menu podręczne kryje się pod ikoną ustawień i o ile w układzie poziomym jest ono czytelne, o tyle w pionie pole widzenia się zwęża i nawigacja po ustawieniach nie jest wygodna. W ustawieniach jednak nic nie brakuje.

Zdjęcia z Omnii M mają bardzo dobrą jakość. W dalszym ciągu widać, że to zdjęcia z telefonu – obraz jest przeostrzony, z wyraźnymi przerysowanymi konturami. Dodatkowo programowe odszumianie potrafi działać zbyt agresywnie, czego efektem jest mało szczegółów. Jednak całościowo fotografie ogląda się przyjemnie, mają dobre kolory i charakteryzują się bardzo niskim poziomem szumów (jednak wraz z szumem zniknęły też szczegóły). Przy dobrym oświetleniu efekty satysfakcjonują, a i w tej półce cenowej ciężko o podobnej jakości zdjęcia. Autofocus działa sprawnie, a wisienką na torcie jest sprzętowy spust migawki, który także jest rzadkością, nawet i w lepiej wyposażonych urządzeniach.

Przykładowe zdjęcia wykonane testowanym telefonem:

  

  

  

Oszczędności dotknęły jednak trybu wideo. Filmy nagrywane są nie w rozdzielczości HD (1280×720 px), a VGA (640×480). Można jednak to wybaczyć – w najniższej smartfonowej półce ciężko o nowy smartfon nagrywający w rozdzielczości HD. Zarówno jakość obrazu, jak i dźwięku w filmach nagranych Omnią M są słabe – cudów jednak nie ma co w tej półce cenowej oczekiwać.

Muzyka

Odtwarzacz wbudowany w system Microsoftu jest prosty w obsłudze, całkiem efektowny i funkcjonalny… poza jedną rzeczą. Korektor dźwięku – coś, co jest nawet w prostych telefonach standardem, jest według inżynierów Microsoftu funkcją zbędną… Szkoda. W porównaniu do tego, co oferują nawet i najtańsze smartfony z Androidem panuje tu, co tu dużo mówić, bieda. To, co jest, działa jednak znakomicie. Można sterować odtwarzaniem z poziomu ekranu blokady, a po odłączeniu słuchawek dźwięk się wyłącza. Nie zabrakło funkcji najbardziej oczywistych, takich jak zapętlenie utworów, listy odtwarzania czy odtwarzanie losowe. Biblioteka jest poszeregowana według wykonawców, albumów, czy też alfabetycznie.

  

Jednak jak to w każdym telefonie z WP7, transfer muzyki odbywa się przez program Zune. Nie należy on do demonów szybkości, ale da się z niego korzystać, jest logiczny i sam dodatkowo dobiera tagi. To właśnie z jego poziomu warto dobrać okładki czy informacje o utworach, ponieważ odtwarzacz muzyczny w telefonie nie udostępnia funkcji pobrania dodatków.

Na początku Omnia M zaskoczyła mnie pozytywnie swoją jakością dźwięku. Jednak w miarę upływu czasu i testowania jakości różnej muzyki w różnych warunkach moje zdanie na temat możliwości muzycznych Omnii się zmieniło. Przede wszystkim jest cicho – o ile w domu taki poziom mocy może na upartego wystarczyć, to na zewnątrz głośności zdecydowanie brakuje, a moje Sennheisery HD407 nie potrzebują dużej głośności. One V przy Omnii jest niesamowicie wręcz głośny, a i w dodatku dużo bardziej dynamiczny. Utwory odtwarzane za pomocą Omnii M brzmią dosyć płasko, zdecydowanie brakuje przestrzeni. Dodatkowo nie da się poprawić tego equalizerem, ponieważ takowego brak. Przeszkadzać też może mała przestrzeń dyskowa na muzykę, której nie da się rozszerzyć – jednak i konkurencja większej nie oferuje, przynajmniej w tej cenie. Omnia M występuje w dwóch wersjach – z 4 lub 8 GB wbudowanej pamięci.

Internet

Przeglądarka w testowanej Omnii to dokładnie ta sama aplikacja, co w innych urządzeniach z WP7. Interfejs jest dokładnie ten sam – różnice w odczuciach odnośnie korzystania z Internetu mogą więc wynikać jedynie z wielkości i jakości wyświetlacza, a także mocy obliczeniowej i modułów transmisji danych. Nie oszukujmy się – Omnia M nie należy do smartfonowej elity, tym bardziej więc cieszy fakt, iż przeglądarka działa stabilnie i szybko, z czym mogły mieć problemy niekiedy potężniejsze smartfony z Androidem (HTC One V, LG Swift L7). To tylko kolejny dowód na to, że Microsoft zoptymalizował swój system. Na szybkość pozytywnie wpływa brak Flasha – z jednej strony oznacza to trochę niedogodności (choć mi Flash w telefonie raczej zbędny), z drugiej jednak strony niedługo w każdym, nawet i najmocniejszym smartfonie z Androidem brak wsparcia dla technologii Flash będzie standardem. Żadne strony się nie zacinają nawet podczas pracy na kilku otwartych stronach, przewijanie i zoomowanie są płynne i użytkownik nie czeka na reakcję programu – tylko na odwrót. Za komunikację z Internetem odpowiada moduł HSDPA 7,2 Mbps dopełniony HSUPA o prędkości do 5,76 Mbps. Nie zabrakło także WiFi b/g/n, GPRS i EDGE, a także BT 2.1 EDR, który służy jednak co najwyżej do podłączenia słuchawek.

   

Werdykt ostateczny

Windows Phone ma jedną ogromną przewagę nad Androidem. Jest to system, który nie potrzebuje do działania potężnego wnętrza. Ten system stoi z boku wyścigu na prędkości, wielkości – i jest to bardzo korzystne dla użytkowników. Bardziej wymagające aplikacje mogą działać skokowo – jednak jeśli chce się wykorzystać całkowicie możliwości WP7, nie kupuje się najtańszego modelu. I tak jak wspomniałem, ciężko znaleźć w tej cenie urządzenie z takim ekranem (choć ma PenTile, który może przeszkadzać), a to dopiero początek. Wszystko wydaje się bardzo spójne, dopracowane i ciężko znaleźć poza rozmowami rzeczy, do których można się przyczepić. Ten telefon nie posiada denerwujących wad, które skreślają go całkowicie, co nie znaczy, że ich wcale nie posiada. Większość z nich to jednak ograniczenia systemu – ale tu trzeba się zastanowić, czy godzimy się z nimi, decydując się na telefon z Windows Phone.

We wcześniejszym teście HTC One V pisałem, że jest to bardzo interesująca propozycja. Ale Omnia M może być moim zdaniem wyjściem jeszcze lepszym – cena jest bardzo atrakcyjna i wady zdecydowanie warto przełknąć. Może przeszkadzać ekran z matrycą typu PenTile – jednak to jedyna wada tego ekranu. Gorzej jest ze słabą jakością rozmów i przeciętną jakością muzyki. I oczywiście trzeba się pogodzić ze wspomnianymi wcześniej ograniczeniami Windows Phone. Jednak w zasadzie to chyba koniec wad.

I teraz wyjaśnia się kwestia ceny – telefon da się kupić za około 450 zł. To są wręcz śmieszne pieniądze, zwłaszcza w stosunku do jakości i tego co oferuje ten telefon. Moja całościowa ocena to 8/10.

Zalety:

  • bardzo dobre wykonanie
  • atrakcyjne wzornictwo
  • płynnie działający system, w dodatku wygodny w obsłudze
  • wygodna przeglądarka internetowa
  • całkiem dobrej jakości ekran
  • bardzo dobra jakość zdjęć
  • świetny czas pracy na baterii
  • sprzętowy przycisk spustu migawki
  • bardzo atrakcyjny stosunek jakość/cena
  • dobrej jakości głośnik zewnętrzny

Wady:

  • przeciętna jakość i głośność muzyki
  • niezadowalająca jakość rozmów
  • matryca typu PenTile
  • brak Flasha w przeglądarce
  • brak rozszerzenia pamięci wewnętrznej kartami pamięci
  • brak trybu pamięci masowej
  • niewielka ilość oprogramowania

Autor: Jakub Stypułkowski


Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

2 komentarze Added

Join Discussion
  1. lukas 25-11-2012 |
    Czy jakość rozmów jest dla osoby sporo rozmawiającej dyskwalifikująca ? Jak wygląda sprawa wyłapywania oraz trzymania zasięgu ?
  2. Piotr Kowalik 25-11-2012 |
    Ja może odpowiem na pytanie dotyczące zasięgu, bo dzisiaj miałem sporo do czynienia z tym Samsungiem :) Muszę przyznać, że zasięg (w tym przypadku: GSM) telefon wyłapuje bardzo dobrze. W tym samym miejscu, gdzie Nokia 203 wskazywała jedynie 50% zasięgu, Samsung wskazywał pełny wskaźnik, aczkolwiek wskaźnik wskaźnikowi nie jest równy, lecz na pewno telefon jest odporny na "uścisk śmierci" :) Co do rozmów, to tragedii nie ma, ale dla osoby, która dużo rozmawia i ceni wysoką jakość, Omnia może taką osobę średnio zadowolić. Gdyby ten dźwięk miał bardziej naturalną barwę, to byłoby fajnie.

Leave Your Reply