Test telefonu: Sony Xperia P

Dla wielu osób wydawanie na kupno telefonu bardzo dużej kwoty to po prostu głupota. W tym i dla mnie. Są ludzie, którzy cenią sobie jakość, ale kupno telefonu droższego niż taka a taka kwota jest dla nich bezsensowna – nie ma znaczenia, czy procesor będzie miał 1, 2 czy 4 rdzenie, czy w benchmarkach dostaniemy o 2 punkty czy 0,1 fps więcej. Możliwości nie są po prostu wykorzystywane. Albo telefony są po prostu za duże – po co „komputer” w kieszeni, skoro takie urządzenie ledwo się do tej kieszeni mieści? Dla właśnie takich osób stworzono Xperię P. Nie przesadzono z podzespołami, ale też z rozmiarem i co najważniejsze – ceną. Tylko czy aby nie brakuje jakości? Przekonajmy się.

Zestaw

Xperia P oraz akcesoria do niej zostały opakowane w duże, ale płaskie pudełko.

Zestaw sprzedażowy zawiera:

  • telefon Sony Xperia P
  • tagi NFC Xperia SmartTags
  • ładowarka EP850
  • zestaw słuchawkowy MH750
  • kabel USB EC480
  • kabel HDMI IM-820
  • skórzany pokrowiec
  • folia na wyświetlacz
  • karta gwarancyjna

Zestaw kompletny i bardzo bogaty. Choć Xperia P nie jest najwyżej pozycjonowanym urządzeniem, to zestaw sprawia wrażenie takiego, który powinno się dodawać do flagowych modeli – jednakże tak się nie robi. Obecność w standardzie pokrowca oraz tagów NFC niewątpliwie cieszy. Kabel jest częścią ładowarki, a słuchawki są naprawdę dobrej jakości – można je z powodzeniem wykorzystać w połączeniu z innymi urządzeniami. Karty pamięci nie ma, bo… nie ma też możliwości jej umieszczenia. Sytuację jednak ratuje 16 GB wbudowanej pamięci. Testowy zestaw został jednak okrojony z tagów NFC, pokrowca, folii oraz kabla HDMI.

Wygląd, wykonanie, materiały

Xperia P jest utrzymana w podobnej stylistyce, co cała pierwsza generacja smartfonów od Sony (pomijając pozycjonowaną niżej Xperię Tipo). Każdy producent kopiuje wygląd, zamiast wymyślać coś od nowa, ale schemat zastosowany przez japońskiego giganta jest w dalszym ciągu atrakcyjny i ciężko pomylić Xperie z innymi telefonami. Duża tafla szkła oddzielona jest od plastikowego dołu przezroczystym paskiem. Osobiście uważam, iż zastosowanie płaskiego tyłu sprawiłoby, że urządzenia Sony wyglądałyby jeszcze lepiej. Urządzenie waży 120 gramów, co jest małą wartością, zważywszy na metalowy korpus. Dodatkowo telefon jest wąski oraz niezbyt długi, dzięki czemu znakomicie wtapia się w dłoń. Lumia 900 przy tym to przysłowiowa „cegła”, którą niewygodnie jest obsługiwać jedną ręką.

Jak już wspomniałem wcześniej, ekran chroniony jest szkłem mineralnym, a nie utwardzanym Gorilla Glass. Jak na szkło, raczej słabo radzi sobie z ochroną wyświetlaczą. Nie maltretowałem przesadnie telefonu, a i tak nagromadziło się sporo drobnych rysek, zresztą już na początku smartfon przyjechał do mnie ze sporą rysą na środku ekranu.

Na bokach urządzenia umieszczono: port microUSB, microHDMI i slot na kartę microSIM (wszystko po lewej stronie) oraz głośnik mono, klawisze regulacji głośności, włącznik telefonu i fizyczny przycisk spustu migawki na boku prawym. Te ostatnie przyciski są mało wyczuwalne oraz nierzadko mi się w czasie testów myliły – zamiast zwiększania głośności dźwięków często blokowałem telefon. Góra jest miejscem dla wyjścia mini-jack. Z tyłu znajduje się obiektyw aparatu umieszczony w zagłębieniu wspomagany mocną diodą LED.

Jakość wykonania jest przeciętna. Mogła być całkiem dobra, ale psuje ją jedna rzecz. Korpus jest w pełni metalowy poza rantami na dole i na górze. Nie ściera się, jest całkiem przyjemny w dotyku (choć jak to metal – w zależności od warunków atmosferycznych błyskawicznie staje się zimny bądź ciepły), jednakże jest lekko śliski. Spasowanie korpusu jest oczywiście wzorowe. Zostają jednak elementy na górze i na dole… są one plastikowe, a dół jest dodatkowo ruchomym elementem i chroni antenę telefonu. Jak to każda zdejmowana część, łapie luzy, ale w tym wypadku są one ogromne. Klapka uporczywie trzeszczy, co niezwykle wręcz drażni. Plastik na górze także, choć lżej, skrzypi pod naciskiem. Wystarczyło tą dolną klapkę przymontować na stałe… a tak efekt jest fatalny, choć całościowo jakość wykonania jest przyzwoita – a mogła być praktycznie idealna.

Ekran

„Ten ekran ma 4 cale? Niemożliwe”. A jednak to prawda, choć w rzeczywistości ekran wygląda, jakby miał przekątną co najwyżej 3,8 cala. W głównej mierze to zasługa tego, że ekran jest wydłużony (960×540 to proporcje 16:9=1,7:1, 800×480 to proporcje 5:3=1,6:1). Rozdzielczość, czyli wspomniane 960×540 pikseli (czyli qHD), sprawia, że gęstość pikseli to około 275 ppi, co jest wartością bardzo dobrą. Nie ma mowy o ziarnistości obrazu, a pojedyncze piksele trudno dostrzec gołym okiem nawet na upartego. Wyświetlacz został wykonany w technologii LCD i dopełniony został filtrem Mobile Bravia Engine. I trudno się do jakości ekranu przyczepić – kąty widzenia są nadspodziewanie dobre i bliżej im do AMOLEDów niż do tradycyjnych ciekłokrystalicznych wyświetlaczy. Ekran jest bardzo jasny, co przekłada się na wysoką widoczność w ostrym słońcu – duża w tym zasługa specjalnego układu subpikseli (RGBW). Na ziemię sprowadza nas jednak świecąca czerń – i to z racji dużej jasności jasno świecąca czerń. Czułość panelu dotykowego jest absolutnie wzorowa, czego nie można powiedzieć o zbieraniu odcisków… ekran palcuje się bardzo mocno.

System oraz nakładka producenta

W Xperii P znajdziemy tą samą nakładkę na system Android, co w innych urządzeniach Sony. Muszę podtrzymać zdanie o niej wyrażone w teście Xperii S – interfejs ma świetny wygląd, doskonale komponuje się ze sprzętem (także i stylistycznie), a i widżetów do dyspozycji mamy całkiem sporo. Możemy zmienić motyw domyślnego interfejsu, dobierając inne akcenty kolorystyczne. Wszystko nie jest może tak cukierkowe jak w Sense, ale ma styl, jest wygodne w obsłudze i nie spowalnia telefonu. Do dyspozycji mamy 5 ekranów głównych do zapełnienia czym nam się żywnie podoba. Aplikacje są domyślnie wyświetlane w widoku tabeli, możemy je posortować alfabetycznie lub wg częstości użytkowania.

   

Szybkość działania systemu na oprogramowaniu Android 2.3 mogę określić jako wzorową. Nic się nie zawiesza, nie ma niespodziewanych restartów, a dotyk także reaguje w odpowiednim czasie – to telefon czeka na reakcję użytkownika, a nie na odwrót. Po aktualizacji do wersji 4.0 ICS telefon przy wchodzeniu do Menu lekko zwalniał, ale nie miało to wpływu na komfort użytkowania. Dalej jest bardzo dobrze. Zakładka telefonu uruchamia się w odpowiednim czasie i nie trzeba czekać na wyświetlenie się cyferblatu.

Jakość połączeń oraz wiadomości

Wiadomości są domyślnie wyświetlane w widoku konwersacji. Potem możemy przejść do konkretnej z nich, gdzie wypowiedzi obydwu rozmówców są wyświetlane w dymkach. Podczas pisania SMSów słownik domyślnie poprawia słowa na te z polskimi znakami, co oznacza skracanie wiadomości do 70 znaków – co gorsza, nie da się tego wyłączyć. Interfejs wiadomości oraz okno ich tworzenia działają jednak perfekcyjnie szybko i nie ma mowy o żadnych przestojach.

 

Klawiatura ekranowa nie jest najwygodniejsza w użyciu (choć po przesiadce z Lumii 900 żadna klawiatura nie jest tak wygodna – sprawdzone organoleptycznie). O ile w układzie poziomym pisanie jest komfortowe, o tyle w układzie pionowym przyciski są zbyt małe, co skutkuje licznymi literówkami. Można oczywiście zdecydować się na inną klawiaturę, ale nawet to niewiele zmienia. Ta standardowa oferuje także możliwość wprowadzania tekstu za pomocą łączenia znaków, tak jak w klawiaturze Swype. I sprawdza się to co najmniej dobrze.

Z poziomu zakładki „Telefon” mamy dostęp do cyferblatu, a także rejestru połączeń, grup kontaktów, ulubionych, czy też zapisania numeru bądź wysłania SMS/wykonania połączenia na dany numer – a wszystko to na jednym ekranie. Proste i niesamowicie wygodne. Kontakty możemy importować, oprócz karty SIM oczywiście, także i z Facebooka czy kontaktów Google’a. Lista jest czytelna, pojedyncze wpisy są sporej wielkości, choć przeciągając po ekranie jeden raz, nie da się przewinąć zbyt wiele kontaktów.

  

Rozmowy przy użyciu Xperii P są zdecydowanie komfortowe. Jakość jest bardzo dobra – głos jest wyraźny, a zarazem naturalny i nie drażni podczas rozmowy. Głośność jest akceptowalna, choć do ideału zabrakło jeszcze troszkę. Całościowo jednak absolutnie nie ma powodów do narzekań. Gorzej jednak z zasięgiem – przy zakryciu dolnej części telefonu sygnał zmniesza się o około 15, 20 dBm, czyli w tym wypadku dwie kreski na skali.

Aparat

Czasami nawet bardzo dobrą jakość zdjęć jest w stanie zepsuć niedopracowana aplikacja aparatu, „dzięki” której aż odechciewa się robić zdjęcia, walcząc wcześniej z niewygodnymi przyciskami, masą ustawień czy też długim poszukiwaniu konkretnej opcji. Tu jednak absolutnie nie ma na co narzekać. Od razu na oknie głównym możemy szybko dostać się do opcji lampy błyskowej, galerii czy też wyboru scenerii – która może też być ustalana automatycznie. Oprócz tego nie zabrakło takich opcji jak touch-focus, samowyzwalacz, wykrywanie uśmiechu czy też geotagging. Bardzo spodobała mi się funkcja tworzenia panoramy – stworzono kreator, który maksymalnie wręcz ułatwia wykonywanie takich zdjęć. Obsługa jest naprawdę prosta, a efekty potrafią być zaskakujące. Oczywiście też możemy przełączyć się z trybu fotografii do filmowania lub wykonać zdjęcie – pytanie tylko, po co bawić się ekranowymi przyciskami, skoro mamy fizyczny dwustopniowy spust migawki?

  

Nie traktuję aparatu jako funkcji absolutnie priorytetowej, ale Xperia P sprawia, że aż chce się wykorzystywać jej możliwości fotograficzne. Sam zrobiłem przynajmniej 100 zdjęć podczas dwóch tygodni testów (zazwyczaj nie robię ich więcej niż 20). Jakość fotografii plasuje się absolutnie w czołówce kategorii 8 Mpx. Zdjęcia wykonane w dobrym oświetleniu mają naturalne kolory, są ostre i bogate w szczegóły. Oglądanie takich zdjęć to sama przyjemność. Dodatkowo obiektyw Xperii P ma dobrą jasność – w pochmurny dzień spokojnie dało się zrobić dobrze wyglądające zdjęcia, z czym na przykład Lumia 900 miała spore problemy. Szybkość autofocusu pozostawia nieco do życzenia, ale już odległość ostrzenia absolutnie nie. Nie ma także mowy o przeostrzonych krawędziach czy też szumach. Dodajmy do tego sprzętowy spust migawki i uzyskamy urządzenie, którym – jak wspomniałem wcześniej – aż chce się robić zdjęcia. Gorzej jednak, gdy ilość światła się zmniejszy, i to znacznie. Wtedy bonusowe „kropki” szumu pokrywają całe zdjęcie. Dioda LED jest całkiem mocna. Przydałby się ksenon, ale wszystkiego naraz (i to w tej cenie) mieć nie można. Przy okazji – oprogramowanie Xperii ma pewną wadę uwidaczniającą się przy robieniu zdjęć. Podczas słuchania muzyki (niezależnie od zastosowanej aplikacji), uruchamiając aparat, zatrzymujemy tym samym odtwarzanie utworów w tle.

Przykładowe zdjęcia wykonane telefonem Sony Xperia P:

  

  

  

Filmy wykonane Xperią P mają rozdzielczość FullHD (1920×1080 px) i są zapisywane w formacie MP4. Mają one spory bitrate oraz płynność 30 klatek na sekundę. Ilość detali wręcz poraża, dźwięk jest z kolei przeciętnej jakości. Jednak Xperia P na pewno dobrze sprawdzi się jako podręczny aparat czy też kamera wideo.

Przykładowy film nakręcony Xperią P:

Odtwarzacz muzyczny i radio

Nie zwracam zbytniej uwagi na aplikację odtwarzacza muzycznego – bardziej od wyglądu i funkcji interesuje mnie sama jakość dźwięku. Jednak program zarządzający odtwarzaniem i przeglądaniem naszych zbiorów muzycznych to naprawdę mocny punkt testowanego telefonu. Z poziomu widoku aktualnie odtwarzanego utworu mamy dostęp do zakładki z biblioteką posortowaną wg wykonawców, gatunków, itd. Informacje o utworze możemy edytować od razu z telefonu, włącznie z okładką – tą ostatnią można, oprócz załadowania obrazu z pamięci telefonu, także pobrać z Internetu, choć nie zawsze zgadza się z okładką oryginalnego albumu. Muzyka oprócz widoku wykonawców, albumów czy też list odtwarzania może być też dobierana na podstawie… nastroju. Tak – dzięki połączeniu z odpowiednią bazą można podzielić utwory (choć nie zawsze połączenie jest nawiązywane) na energetyczne, pobudzające, czy też uspokajające.

  

Czy któryś domyślny odtwarzacz muzyki oferuje takie funkcje? Jakby tego było mało, możemy także od razu wyszukać dodatkowe materiały związane z aktualnie odtwarzanym utworem – informacje z Wikipedii, teksty utworów czy też teledyski z portalu YouTube. Oprócz takich opcji dodatkowych nie zabrakło także tych podstawowych, takich jak equalizer z możliwością zdefiniowania własnych ustawień. Tło aplikacji dopasowuje się do okładki utworu, co sprawia, że odtwarzacz jeszcze bardziej cieszy oko (ale już w standardzie jest całkiem nieźle).

Xperia P to jeden z niewielu telefonów, z którego muzyki da się słuchać „out-of-the-box”, bez bawienia się w equalizer czy też zewnętrzne programy. Choć jeśli chce się podpasować brzmienie pod własne słuchawki, to innego wyjścia się nie ma. W standardzie już mocy na wyjściu dla „doków” klasy JVC FX-34 jest sporo, dźwięk jest dynamiczny, a bas się nie rozlewa. Gorzej jest jednak, jeśli chcemy słuchać muzyki na słuchawkach nausznych, nawet tych z segmentu portable. Moc trzeba trochę zwiększyć za pomocą programu PowerAmp, w moim wypadku też dopasować equalizer (z racji lekko przebasowionych słuchawek Sennheiser HD407). Ale zapewniam – efekt jest zdecydowanie warty działania. Duża głośność, pełna charakterystyka bez skrajności w żadną ze stron sprawiają, że Xperię P można określić mianem jednego z najlepszych muzycznie smartfonów, a już na pewno w swojej klasie cenowej.

  

Interfejs radia jest utrzymany w identycznej tonacji jak odtwarzacz. Wyświetla ono informacje RDS, jest czytelne i proste w obsłudze. Stacje możemy dodać do ulubionych oraz błyskawicznie się pomiędzy nimi przełączać. Oczywiście radia można też słuchać z głośnika. Gorzej jest jednak z czułością modułu radia FM – nie jest ona najlepsza i pojawiają się częste zakłócenia odbieranego sygnału, choćby w postaci ciągłego skakania z trybu mono na stereo i na odwrót.

Bateria

Ogniwo zastosowane w Xperii P zostało zamknięte w obudowie na stałe (ach, ta „dbałość o jakość wykonania”) i ma pojemność 1305 mAh. Nie ma się tu co czarować – pojemność zdecydowanie optymizmem nie napawa, a ma ona spore (choć nie decydujące) znaczenie. Urządzenia tej klasy powinny być wyposażone w akumulator o pojemności przynajmniej 1500 mAh. I w tym wypadku zdecydowanie pojemność (a raczej jej niedostatek) przekłada się na czas pracy baterii. Telefon zazwyczaj domagał się prądu już pod wieczór. O ile w niektórych smartfonach baterię da się wykończyć w dzień jedynie na siłę, o tyle w Xperii P bardzo często (dłuższe sesje połączenia danych, w granicach 30 minut) bateria może nam nie starczyć nawet do wieczora, zwłaszcza przy intensywniejszym użytkowaniu. Przy czym najwięcej energii zabiera transmisja danych, więc w wypadku jej ograniczenia telefon spokojnie przeżyje te 1,5, a nawet i 2 doby (z naciskiem na pierwszy wariant). Warto też zaktualizować system do wersji 4.0.3 ICS – w czasie czuwania obchodzi się on z baterią zdecydowanie łagodniej niż standardowy Gingerbread. Dodatkowo jako spore udogodnienie należy wskazać możliwość ustalania w sposób zaawansowany sposobu oszczędzania energii. Możemy wyłączyć różne interfejsy bezprzewodowe w określonych godzinach, podobnie rzecz się ma z jasnością wyświetlacza.

Podsumowanie

Tak jak już wspomniałem, dobry smartfon to najczęściej drogi i duży smartfon. Okazuje się jednak, że nie – Xperia P zaskoczyła mnie pozytywnie. W przeciwieństwie do testowanej równolegle Lumii 900, telefon świetnie wtapia się w dłoń oraz wygodnie się go obsługuje. Całość okraszono świetnym designem oraz dobrym wykonaniem – poza tą nieszczęsną zdejmowaną klapką z tyłu. Ma to też konsekwencje techniczne. Choć i czas pracy na baterii wręcz woła o pomstę do nieba, to reszta to albo drobnostki, albo same zalety.

W codziennym użytkowaniu, przeplatanym jednak zdecydowanie zbyt częstym ładowaniem, telefon sprawdzał się znakomicie. Poprzez absolutnie znakomitą jakość fotografii i dobre brzmienie odtwarzacza muzycznego, przez świetny ekran, na bardzo dobrej jakości rozmów kończąc. Ponarzekać można jeszcze na klawiaturę ekranową – jednak to już jest kwestia przyzwyczajenia albo wymiany aplikacji.

I co ważne, telefon da się kupić za mniej niż 1000 zł. Oczywiście nowy na portalu aukcyjnym. Cena bardzo atrakcyjna – specyfikacją i działaniem Xperia P nie odstaje znacząco od najwyższej półki, przy czym jest kompaktowa, zbilansowana w konstrukcji oraz dopracowana. Mogę ją z czystym sumieniem polecić każdemu, kto potrzebuje urządzenia wysokiej klasy, nie chcąc się jednak pchać w „patelnie” większe niż 4,3”, a na niedostatki w wykonaniu czy też słabą baterię jest w stanie przymknąć oko.

Zalety:

  • genialna jakość fotografii
  • atrakcyjne wzornictwo
  • kompaktowe wymiary
  • bardzo dobra jakość muzyki
  • na ogół szybkie działanie
  • bardzo dobrej jakości ekran (o bardzo dużej jasności)
  • wyjście HDMI
  • komplet standardów łączności oraz świetna przeglądarka
  • bardzo dobra jakość rozmów
  • atrakcyjny stosunek jakości do ceny

Wady:

  • słabo radzi sobie z trzymaniem zasięgu
  • krótko trzyma na baterii
  • mało wygodna klawiatura ekranowa
  • uporczywie trzeszcząca dolna klapka
  • słabo wyczuwalny wyłącznik telefonu
  • złącze microSIM
  • brak możliwości rozszerzenia pamięci

Ocena poszczególnych elementów (oceny w skali szkolnej 1-6):

  • Jakość wykonania obudowy: 4-
  • Wyświetlacz: 5
  • Intuicyjność i wygoda obsługi: 5+
  • Stabilność i szybkość interfejsu: 5+
  • Wiadomości: 4
  • Jakość połączeń: 5
  • Czas pracy baterii: 3-
  • Aparat: 6
  • Odtwarzacz muzyki: 5+
  • Wyświetlacz: 5
  • Internet: 6
  • Stosunek ceny do jakości: 5+

Średnia: 4,95 (bardzo dobry)

Autor: Jakub Stypułkowski

Written by: Kuba Stypułkowski

Na niczym się nie zna, a zawsze ma najwięcej do powiedzenia - na każdy temat. Lubi Windows Phone i phablety, również te androidowe. Nie rozstaje się ze słuchawkami (jeśli znów ich nie zniszczył), klawiaturą i piłką do koszykówki. Ceni dobrą jakość dźwięku. Przyszły teksańczyk. W internetach pod nickiem @stypulkovski.

No comments yet.

Leave Your Reply