Plus Blog

Oferta w Plusie, Telefony, Telekomunikacja, Testy Telefonów, LTE

Test: HTC Desire Z

Dla wielu osób klawiatura QWERTY to podstawa w korzystaniu ze smartfonu. Mimo iż na klawiaturach ekranowych pisze się coraz wygodniej, i są coraz większe, to według wspomnianych wcześniej użytkowników nic nie zastąpi klawiatury fizycznej. Rynek najnowszych smartfonów nie rozpieszcza pod tym względem – najnowsze urządzenia z pełną klawiaturą dostępne w Polsce to HTC 7 Pro, Nokia E7, testowany Desire Z i Motorola Milestone – która jest już, jakby nie patrzeć, urządzeniem nie pierwszej młodości. Desire Z wydaje się krokiem w przód, a jeśli patrzymy tylko na urządzenia z Androidem – najlepszym i najwydajniejszym wyjściem. Sama klawiatura nie jest jednak wystarczającym powodem do zakupu. Desire Z utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że ‘nie samym QWERTY smartfon żyje’ – zapraszam do zapoznania się z testem.

Zestaw

Tak jak u pozostałych producentów, pudełko na telefon oraz akcesoria staje się coraz mniejsze, aż doszło do tego, iż muszę fotografować oryginalne zapakowanie, by potem móc zmieścić telefon z dodatkami w pudełku. W wypadku Desire Z wiele ich nie było, mianowicie:

  • Telefon HTC A7272 Desire Z z baterią o pojemności 1300 mAh
  • Ładowarka dwuczęściowa
  • Kabel do transmisji danych, będący jednocześnie kablem ładowarki

Zestaw jest, bardzo delikatnie mówiąc, wybrakowany. Zwłaszcza jak na urządzenie z tak wysokiej półki. O ile brak karty pamięci można wybaczyć w wypadku prostego urządzenia za 200-300 zł, to w wypadku nowoczesnego smartfonu, jeśli nie posiada dużej pamięci wewnętrznej, jest to niedopuszczalne. Tutaj brak i dużej pamięci, i karty o pojemności przynajmniej 2 GB. Nie ma słuchawek – może to i dobrze, bo chyba największą zaletą zestawu słuchawkowego z Legenda był pilot służący do sterowania muzyką ;-). Za taką cenę przydałaby się ew. szmatka do wycierania ekranu, prosty pokrowiec… pobożne życzenie. Jak to pewna osoba publiczna mówiła – „nie ma niczego”.

Ładowarka składa się z dwóch części, ma odczepianą część z wtyczką, dzięki czemu można wymienić ją na inną, pasującą do innego gniazdka. Posiada ona diodę sygnalizacyjną w postaci loga HTC, która wskazuje, czy telefon jest ładowany, czy nie. Kabel jest normalnej długości, nie takiej jak choćby CA-101D dodawany do telefonów Nokii.

Z zewnątrz

HTC już od dłuższego czasu nie zaskakuje wzornictwem i „tłucze” bardzo podobne modele, oparte na konkretnym schemacie. Bynajmniej nie jest to wadą – jest ono bowiem przemyślane, oraz sprawia wrażenie stonowanego oraz eleganckiego.

Dominującą część przedniego panelu telefonu zajmuje ekran dotykowy wykonany w technologii Super LCD. Za rozpoznawanie dotyku odpowiada panel pojemnościowy – czyli reagujący tylko na palce, ew. baterię (paluszek) bądź precyzyjnie zwinięty kawałek folii aluminiowej albo specjalny „rysik pojemnościowy”, który ma najczęściej średnicę podobną jak palec – korzyść jest więc niewielka. Rozdzielczość ekranu wynosi 800×480 pikseli (WVGA) i jest ona rozłożona na obszarze o przekątnej 3,7”. Osobiście uważam te dane jako najlepszy kompromis między wielkością a wygodą obsługi – ekrany większe są mniej wygodne do obsługi jednym kciukiem, ekrany mniejsze są po prostu za małe. Dodatkowo wystarczająca rozdzielczość sprawia, iż pojedyncze piksele są praktycznie niedostrzegalne. Super LCD, jak sama nazwa wskazuje, jest nieco ulepszoną wersją tradycyjnego ekranu LCD. Kontrastem oraz kątami widzenia bliżej mu do ekranu AMOLED niż LCD – w pomieszczeniach wyświetlane obrazy są jasne i ostre. Odwzorowanie czerni nie jest idealne, ponieważ poszczególne piksele dalej są podświetlane, przez co uzyskujemy mieszankę koloru czarnego i niebieskiego. Inaczej ma się sprawa z kolorem białym – jest on bardzo dobrze odwzorowany, biel jest neutralna, niezmącona innymi odcieniami. Zachwyty kończą się jednak po wyjściu na świeże powietrze. O ile na najniższym podświetleniu w Legendzie wyposażonego w AMOLED dało się jeszcze jakoś działać, to w Desire Z z Super LCD nie widać kompletnie nic. Nieraz miałem problemy z choćby wybraniem numeru, gdy miałem najniższe podświetlenie. Sytuację ratuje większa jasność – powoduje to jednak dużo większe zużycie energii. Wciąż jest jednak daleko od ideału, jakimi w tej materii są LG Black, Apple iPhone 4, Samsung Galaxy S II z ekranem Super AMOLED Plus, ew. Nokie z ekranami AMOLED (N8, E7). Do życzenia za to nic nie pozostawia reakcja na dotyk – stoi ona na najwyższym poziomie, nie zdarzają się braki reakcji panelu, a ekran reaguje na najlżejsze muśnięcie.

   

Ekran otoczony jest ramą w kolorze fortepianowej czerni. Na jej powierzchni znajdują się cztery przyciski dotykowe umieszczone pod ekranem (kolejno: Home, Menu, Wstecz i Szukaj), głośnik emitujący dźwięki rozmówcy podczas połączeń, który widnieje ponad ekranem oraz logo HTC położone pomiędzy głośnikiem a ekranem. Po prawej stronie głośnika znajduje się dioda sygnalizująca ładowanie bądź rozładowanie telefonu, która świeci w kolorze zielonym bądź pomarańczowym. Na lewo od głośnika znajdują się czujniki: światła oraz zbliżeniowy, które są bardzo dobrze ukryte, a ich obecność da się zauważyć wyłącznie pod światło. Oba czujniki sprawdzają się znakomicie – światło regulowane jest odpowiednio oraz na bieżąco, a rozmowy telefoniczne nie są przerywane, ponieważ ekran jest odpowiednio wcześnie dzięki pracy tego czujnika wygaszany. Rama oraz ekran są otoczone jeszcze jedną obwódką, tym razem metalową. Poniżej, na granicy metalowego paska oraz bryły telefonu, umieszczony jest przycisk, pełniący jednocześnie rolę optycznego trackpada, który otoczony jest diodą sygnalizacyjną. Bryła urządzenia wykonana jest z matowego plastiku, pokrytego gumopodobnym tworzywem. Pokrycie to nie spełnia dobrze swojej funkcji, ponieważ telefon ogólnie rzecz biorąc jest dosyć śliski, a różnica w porównaniu do niepokrytego gumą plastiku jest bardzo niewielka.

  

Dół telefonu kryje jedynie szczeliny: mikrofonu oraz w bryle, spowodowanej mechanizmem wysuwania klawiatury. Lewy bok zagospodarowany jest przez klawisz głośności, którym możemy dźwięki wyłączyć, bądź też zamiast dźwięków włączyć wibracje. Alarm wibracyjny jest odpowiednio silny i wyczuwalny choćby w kieszeni. Obok przycisku głośności mamy port microUSB służący do ładowania telefonu, bądź transmisji danych. Górny bok to miejsce dla złącza minijack 3.5 mm oraz przycisku wyłączania telefonu, który służy także do włączenia trybu samolotowego, ponownego uruchomienia urządzenia lub wzbudzenia ekranu ze stanu uśpienia. Prawy bok zajmuje sprzętowy przycisk spustu migawki (nareszcie!), którym jednak nie uruchomimy aplikacji aparatu, oraz suwaka który służy do otwarcia klapki – niesamowicie wygodne rozwiązanie, którego poskąpiono w zwykłym Desire, gdzie dostanie się do baterii do najwygodniejszych nie należy. Tył urządzenia jest, jak w większości produktów tajwańskiego producenta, utrzymany w minimalistycznym stylu. Na górze, po lewej stronie znalazło się miejsce dla obiektywu aparatu fotograficznego, który wspomaga dioda LED (kolejne miłe zaskoczenie). Obiektyw nie jest pozornie niczym chroniony, jednak otacza go delikatnie wypukła metalowa ramka, która bynajmniej jakąś ochroną jest, oraz umieszczono go w delikatnym zagłębieniu. Na podobnej wysokości, po prawej stronie znajduje się głośnik emitujący dzwonki oraz muzykę. Jaśniejszą partią jest klapka wykonana ze szczotkowanego aluminium, na której widnieje logo producenta. Klapka nie jest niestety najlepiej zaprojektowana – wykazuje ona dużą skłonność do zarysowań, w dodatku nie przylega ona dobrze do reszty urządzenia – lekko odstaje ona w okolicach obiektywu. Podczas testów się wyrobiła, jednak ku mojemu ogromnemu zdziwieniu odpadła litera „C” w logo HTC. Są to wycięte w błyszczącym aluminium litery, przyklejone w wgłębieniach – widocznie klej puścił, a „C” odpadło. Poniżej klapki, jak w wielu modelach, widnieje napis „WITH HTC SENSE”.

  

Całość ma 11,9 cm długości, 6,04 cm szerokości, 1,42 cm grubości i waży 180 gramów, co w dobie coraz lżejszych smartfonów, nawet tych z klawiaturą QWERTY (Milestone waży 165 gramów). Jest to bardzo dużą wartością, i niekiedy przeszkadza, zwłaszcza w rozmowach telefonicznych, ponieważ ciężkie urządzenie źle leży w dłoni. Masa jest nie najlepiej wyważona – dół telefonu sprawia wrażenie cięższego. Masę urządzenia najlepiej byłoby zmniejszyć, o minimum 20 gramów. Urządzenie sprawia wrażenie bardzo dobrze wykonanego, jednak obraz ten psują dwie bardzo poważne wady – tragicznie zaprojektowana tylna klapka, oraz uporczywe trzeszczenie smartfonu w obszarze nad obiektywem. Wygląd wzbudza zaufanie – w praniu jednak tak dobrze nie jest.

  

Słowo o klawiaturze

Kontrowersyjny mechanizm otwierania klawiatury tworzą dwa plastikowe zawiasy, wspomagane taśmą. Rozwiązanie wręcz straszy swoją delikatnością i za nic nie sprawia wrażenia solidnego. Tym większe było też moje zaskoczenie – nie łapie on luzów, a jego otwieranie oraz zamykanie nie sprawia żadnych problemów. W Internecie krąży wiele różnych opinii, że nie da się go otworzyć jedną ręką, co jest nieprawdą, oraz że sam otwiera się w kieszeni – czego również nie udało mi się wykonać. Otwiera się on sam, jednakże w bardzo specyficznych warunkach, trzeba złapać tylko za górną część (ekranową) obudowy, trzymając urządzenie lewym bokiem do dołu – wtedy klawiatura wręcz wylatuje z wielkim impetem, przez co niekiedy może wypaść z ręki. Powtarzam jednak, że są to bardzo specyficzne warunki, a mimowolnie klawiatura na pewno się nie otworzy.

  

Sama klawiatura, jest wygodna, choć po entuzjastycznych opiniach na jej temat krążących w Internecie spodziewałem się lepszej. Przyciski są umieszczone na podstawie z błyszczącego, czarnego plastiku, wykonane z gumy. Mają one wyczuwalny skok i „klik” klawiszy, w dodatku są one odpowiednio oddzielone. Podświetlenie w nocy jest bardzo równomierne i jasne. Z dodatkowych rzeczy warto wspomnieć o dwóch udogodnieniach. Pierwszym z nich jest osobny klawisz „małpy”, który podczas pisania maili bądź innych tekstów jest genialnym rozwiązaniem. Drugim są dwa konfigurowalne klawisze, do których można przypisać odpowiednie aplikacje. Nie ma jednak róży bez kolców – brak odpowiednich klawiszy do wprowadzania polskich znaków diakrytycznych, dodatkowo na klawiaturze zabrakło strzałek, co niekiedy utrudnia życie – do dyspozycji mamy jednak czuły dotykowy trackpad. Ogólnie rzecz biorąc, klawiatura zasługuje na pochwałę i jest wygodniejsza niż ta oferowana przez głównego konkurenta – Motorolę Milestone.

 

Bateria

HTC broni się jak tylko może dodaniem baterii o rozsądnej, zwłaszcza jak na telefon z wysokiej półki z energochłonnym Androidem, pojemności – najlepiej 1500 mAh. Ta wartość po raz pierwszy została przekroczona w wypadku Salsy, następnie Sensation, tyle że to model z dwurdzeniowym procesorem… W wypadku Desire Z dostajemy miliamperogodzin 1300, co jest wartością minimalną dla tego typu telefonów.

Podczas bardzo intensywnej eksploatacji z użyciem dostępu do Internetu przez sieć HSDPA i gier, telefon rozładowywałem w czasie około 10-12 godzin. Przy użytkowaniu bardziej typowym, ograniczeniu używania Internetu, urządzenie domagało podładowania następnego dnia rano. Idąc w drugą stronę – przygaszając wyświetlacz jak tylko się da, korzystając z Internetu jedynie 10 minut dziennie oraz nawiązaniu kilku krótkich połączeń, Desire Z wytrzymał dwie pełne doby, pod koniec trzeciej wyświetlając komunikat o rozładowaniu. Najbardziej prądożernymi czynnościami są gry oraz podświetlenie wyświetlacza, następnie odtwarzacz muzyczny, potem Internet. Zważywszy na to, iż w nowoczesnych smartfonach czas pracy na baterii ma raczej marginalne znaczenie, wynik uzyskany przez Desire Z oceniam jako nieco powyżej średniej.

System

W trakcie testów HTC Desire Z producent udostępnił oficjalną aktualizację systemu do wersji 2.3.3 Gingerbread. W porównaniu do Androida 2.2 o nazwie kodowej Froyo, znalazło się parę zmian, między innymi:

  • uproszczono i zmieniono interfejs
  • zwiększono szybkość i energooszczędność
  • poprawiono zaznaczanie tekstu i funkcję kopiuj/wklej
  • zmieniono wygląd
  • wprowadzono obsługę rozmów wideo przez przednią kamerkę
  • poprawiono funkcję kontrolowania stanu baterii
  • stworzono nowy menadżer pobierania plików w przeglądarce
  
Oficjalna aktualizacja do wersji 2.3.3 Gingerbread w wypadku Desire Z wnosi także nową wersję interfejsu Sense. Zmian jest kilka, w różnych segmentach. Szufladka z aplikacjami jest teraz ułożona w panele, a nie wszystkie razem, jak to było wcześniej. Dodatkowo na dole znajdują się trzy ikony, dzięki którym można wybrać wszystkie aplikacje, najczęściej uruchamiane albo tylko te pobrane z Internetu. Przeciągając pasek powiadomień na górze, mamy dostęp do ostatnio uruchamianych aplikacji. W pasku powiadomień znajduje się także opcja „Szybki dostęp”, pozwalająca włączać/wyłączać różne typy łączności bezprzewodowej. Dodano także opcje personalizacyjne – możemy wybrać skórki  paska na dole albo pobrać nowe z HTC Hub.
  

Za prawidłowe działanie systemu odpowiadają: procesor Qualcomm MSM7230 o częstotliwości taktowania 800 MHz i 512 MB RAM. Są to wartości więcej niż wystarczające. Już na oprogramowaniu 2.2 telefon działał szybko i stabilnie, Gingerbread tą wydajność jeszcze podwyższył. Jeśli jednak chcemy szybszego działania pulpitu, warto zmienić HTC Sense na alternatywny launcher* – różnica jest niekiedy bardzo odczuwalna. Telefon możemy zmienić w mobilny hotspot Wi-Fi, co umożliwia przygotowana do tego aplikacja. HTC dodał do swoich produktów szereg autorskich programów. Najważniejsze z nich to:

  • HTC Hub – miejsce, gdzie możemy nabyć dodatkowe elementy personalizacyjne, skórki, widgety
  • Połączone media – aplikacja, dzięki której mamy dostęp do plików multimedialnych w jednym miejscu – muzyki, obrazów i wideo.
  • HTC Locations – baza interesujących miejsc oraz obiektów
  • HTC Likes – polecane przez HTC aplikacje na Androida
  
Pulpit w HTC Sense składa się z 7 ekranów, które możemy przewijać, albo włączyć widok wszystkich pomniejszonych, wykonując gest zwężenia palcami. HTC oferuje nam kilka tzw. scen, które różnią się głównie użytymi widgetami. Całość jest bardzo wygodna i  jest bardzo dobrą nakładką na system, jedną z lepszych na Androida. Oprogramowanie jest stabilne, jednak zawiera jeden denerwujący błąd. Bez karty pamięci nie odtworzymy żadnego pliku muzycznego lub obrazu, który jest zapisany w pamięci telefonu – musimy posłużyć się menedżerem plików – np. Astro.

Internet szeroko pojęty*

Przy projektowaniu Androida sami twórcy przyznali, iż siłą tego systemu będzie integracja z usługami sieciowymi oraz czerpanie garściami z Internetu (czego skutkiem jest konieczność wyposażenia się w odpowiedniej objętości – minimum 200 MB – pakietu internetowego). Obecnie system jest dojrzały w takim stopniu, że można otwarcie powiedzieć, iż urządzenia z Androidem na pokładzie są najlepszymi do korzystania z Internetu (oczywiście jeśli mówimy o ekranie o rozdzielczości minimum HVGA i procesorowi o częstotliwości przynajmniej 600 MHz). Przeglądarka jest standardową montowaną w telefonach z „Andkiem” i jest jednym słowem doskonała. Obsługuje pełnego flasha oraz inne technologie, np. JavaScript, strony są renderowane oraz zoomowane płynnie (jeśli dochodzi do tego multitouch, to jeszcze i intuicyjnie). Prędkość oraz płynność filmów odtwarzanych na żywo (w jakości SD) nie pozostawia nic do życzenia (prędkość około 2-3 Mb/s przez sieć komórkową), choć duża w tym zasługa wydajnego procesora. Jedyną niedogodnością wydaje się ograniczenie ilości okien do czterech, w praktyce jednak bardzo mało to przeszkadza. Aplikacja służąca do obsługi Internetu jest wzorem dla innych systemów, np. Symbiana czy Bady.

  

Jeśli do szybkiej łączności dodamy klawiaturę QWERTY, otrzymujemy połączenie wręcz stworzone do Internetu i maili. Oprogramowanie obsługujące to ostatnie jest intuicyjne i wygodne w obsłudze. Na początek wita nas oknem konfiguracji nowego konta – w wypadku Gmaila dane pobierane są automatycznie, w wypadku innych kont dane serwerów POP i IMAP trzeba pobrać samemu. Poza tym czeka nas jednak sam miód, aplikacja jest bowiem szybka (wyłączając z tej szybkości pobieranie załączników), intuicyjna oraz przede wszystkim przejrzysta. Skrzynka odbiorcza przypomina lekki folder znany z SMSów, podobnie sposób wyświetlania (załączniki pobieramy opcjonalnie) niż ociężałe aplikacje pocztowe konkurencji.

  

Youtube jest oddzielną aplikacją, a nie skrótem do mobilnej wersji strony. Głównym oknem jest panel z najpopularniejszymi plikami dopełniony paskiem wyszukiwania (może się ono odbywać również głosowo). W zależności od ułożenia telefonu, obraz odpowiednio się obraca, w wypadku trybu poziomego przełącza się na pełny ekran. Jeśli dostępna jest wersja filmu w wyższej jakości, możemy aktywować ją przyciskiem HQ. Całość jest bardzo dobra, i wątpię, by ktoś w tej aplikacji miał problemy z nawigacją. Gdyby jeszcze to zużywało mniej danych…

  

Androidowa aplikacja Facebooka jest dużo lepsza (przede wszystkim – płynniejsza) od tej na Symbiana^1 obecnej w testowanej przeze mnie wcześniej C5-03. 9 ikon odpowiedzialnych za nawigację odpowiednich części portalu dobrze spełnia swoje funkcje. Po kliknięciu w materiał wideo bądź link do strony umieszczony na tablicy przenosimy się do odpowiedniego programu (przeglądarek internetowych, klienta YT…). Nie do końca spodobał mi się pomysł umieszczenia zaproszeń do grona znajomych w kategorii znajomych właśnie – zdecydowanie lepiej byłoby wyciągnąć to jakoś na wierzch. Brakuje opcji podglądu, ile i jakie osoby lubią dany wpis – pokazuje się ogólna informacja tekstowa („18 osób lubi to” lub coś innego w tym rodzaju). Przełączanie się pomiędzy poszczególnymi kategoriami jest o tyle wygodne, że przycisk wstecz cofa nas do menu głównego. Na samym dole tegoż menu znajduje się pasek powiadomień i aktualnie dodane zdjęcia. W wypadku zaproszeń np. do gry aplikacja nie przenosi nas do odpowiedniego zaproszenia.

  


Wiadomości tekstowe i telefon

Połączenia zaczynają się oczywiście od cyferblatu – w wypadku Desire Z ma on duże przyciski, odpowiednich rozmiarów jest także przycisk zadzwoń. Testowany telefon wyposażono w funkcję SmartDial, dzięki czemu kontakty możemy wyszukiwać zarówno po numerze, jak i po nazwie kontaktu. W tle wyświetlany jest spis kontaktów. Jeśli sobie tego zażyczymy, może być on synchronizowany z naszym Facebookiem – wtedy dodane zostaną kontakty naszych znajomych (o ile udostępnili oni w profilu numer kontaktowy), a ich zdjęcie profilowe będzie przypisane do konkretnego kontaktu. Przy kontakcie może się również znaleźć aktualny status danej osoby. Na dole znajduje się panel nawigacyjny, przez który mamy dostęp do wszystkich kontaktów, grup kontaktów jak i rejestru połączeń – genialne rozwiązanie. Czemu nikt nie wpadł na to wcześniej, by rejestr był przypisany do książki telefonicznej? Ulubione kontakty możemy umieścić w panelu, oferowanym przy standardowej scenie od HTC.

  

Po bardzo wysokiej jakości rozmów oferowanej przez HTC Legend z niekłamaną radością przystąpiłem do testów jakości połączeń telefonicznych w Desire Z. Nie zawiodłem się – prezentowany poziom jest bardzo wysoki. Dźwięk jest trochę za cichy, aczkolwiek wyśmienitej jakości – bardzo wyraźny, czysty, odpowiednio zbasowany. Gorzej ma się jednak rzecz z innymi sprawami, które niewątpliwie mają wpływ na wygodę korzystania z rozmów. Po pierwsze, zwłaszcza przy rozmawianiu przez Desire Z we znaki daje się konstrukcja telefonu – bardzo duża waga, niewygodny kształt bryły, lekko odczuwalne luzy pomiędzy dwoma częściami telefonu. Po drugie, podczas dłuższego połączenia telefon się nagrzewa, co również przeszkadza. Po trzecie najważniejsza wada – kwestia zasięgu. Telefon mimo iż nie jest podatny na typowy „uścisk śmierci”, to miejscami po prostu traci zasięg. W moim pokoju, gdzie zasięg mam na poziomie wahającym się między -85 a -91 dBm, wartość się ta zazwyczaj utrzymuje, jednak niekiedy telefon traci zasięg do -105, niekiedy nawet -111 dBm, co nie zdarzało się w wypadku żadnego testowanego przeze mnie telefonu, w tym Legenda.

  

Wiadomości tekstowe prezentowane są prezentowane w formie konwersacji, sortując je w skrzynce według odbiorców, po wejściu w danego odbiorcę mamy podgląd pełnej rozmowy z tą osobą. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie by ten widok zmienić i powrócić do standardowych, ułożonych chronologicznie pojedynczych SMSów. Na samej górze znajduje się przycisk odpowiedzialny za przejście do okna redagowania nowej wiadomości. Do dyspozycji oddano dwie klawiatury ekranowe – pionową i poziomą, obie w układzie QWERTY. Pionowa jest dosyć celna, choć psikusy potrafi płatać słownik – po naciśnięciu spacji automatycznie zatwierdzana jest propozycja (błędy są podkreślane czerwonym kolorem), więc warto lepiej kontrolować to co piszemy. Pozioma jest po prostu niesamowita. Z racji i wielkości ekranu, i odpowiedniego ułożenia, korzystałem z niej nawet częściej niż ze sprzętowej. Nie bez znaczenia jest złe wyważenie masy otwartego telefonu, przez co ręce po prostu zaczynają się męczyć. W wypadku poziomej QWERTY można pisać praktycznie na wyczucie, ponieważ pomyłki zdarzają się niezmiernie rzadko. Ja, jako zwolennik urządzeń z klawiaturą QWERTY (i przez długi czas użytkownik E90), muszę przyznać, że dobrej jakości klawiatura i duży ekran potrafią jednak zastąpić fizyczne klawisze. Dodatkowo telefon może mniej ważyć, co niewątpliwie testowanemu produktowi by się przydało…

  

Aparat i wideo*

Z racji postępu technicznego, wzrosnąć musiały też parametry aparatu fotograficznego – rozdzielczość 5 MPX oraz nagrywanie wideo w HD (720p). Nowymi możliwościami zarządza jednak ta sama aplikacja, nie jest to jednak wadą, gdyż ciężko było choćby w Legendzie coś jej zarzucić. Wszelkie opcje znajdują się po prawej stronie ekranu, na lewo mamy tylko suwak zoomu cyfrowego (działającego jednak tragicznie, jak w wypadku większości telefonów). Opcje wywoływane są klawiszem menu, przez dotknięcie możemy kolejno: zmienić tryb na nagrywanie filmów, ustawić tryb pracy lampy błyskowej, zrobić zdjęcie, wybrać efekt przy robieniu zdjęć (sepia, skala szarości, deformacja, winieta, itp., itd.) oraz przejść bezpośrednio do galerii – niesamowicie ułatwiający życie patent. Skoro już jednak o galerii mowa, to działa ona niezbyt szybko. O ile załadowanie się zdjęć w widoku wyboru zajmuje chwilę, to po wybraniu pojedynczego zdjęcia na wczytanie się go w pełni, bez kompresji, musimy czekać trochę więcej. W galerii płynnie działa multitouch. Wyświetla ona zarówno filmy, jak i zdjęcia.

  

  

Jakość zdjęć wykonywanych Desire Z plasuje się poniżej średniej. Zdjęcia są lekko zamglone, krawędzie i detale rozmyte, a kolorystyka fotografii przybiera kolor lekko czerwony. Obiektyw dodatkowo nie radzi sobie kompletnie z pracą pod światło, co daje nam widok promieni słonecznych zamiast właściwego kadru. Całościowo fotografia sprawia wrażenie lekko zamglonej. Warto za to pochwalić zupełny brak aberracji chromatycznych oraz winietowania. Mimo to jednak zdjęcia z Desire Z są gorsze od tych z Legenda. Zdarzają się jednak niespodzianki – jedna z nich jest pokazana w teście, gdzie zdjęcie odróżnia się zdecydowanie od reszty, jakby było z innego aparatu. Diodowa lampa LED zmienia niestety kolorystykę zdjęć – wystarczy jednak chwila treningu i uzyskujemy optymalne efekty.

Przykładowe zdjęcia:

  

  

  

Większość zarzutów dotyczących zdjęć powtarza się w wypadku nagrywania filmów. Samo HD sukcesu nie gwarantuje i do nagrań oferowanych przez konkurencję testowanemu modelowi bardzo daleko. Podobnie jak w wypadku zdjęć, detali praktycznie nie ma, kolorystyka lekko przechodzi w czerwień. Stosunkowo dobrze wypada jakość dźwięku, jednak i tu znajdzie się irytująca wada – mikrofon uruchamiany jest dopiero po sekundzie. Może nie utrudnia to życia w jakiś znaczący sposób, ale efekt końcowy pozostawia nie najlepsze wrażenie.

Przykładowy film (wersja HD dostępna tylko na Vimeo):

Muzyka*

Do zbiorów muzycznych dostać się możemy przez aplikację Połączone media lub po prostu przez aplikację Muzyka. Odtwarzacz muzyczny w porównaniu do Legenda praktycznie nic się nie zmienił, więc nie będę rozwodził się nad nim w szczególny sposób. W skrócie: całość działa bardzo szybko, wyświetla okładki, dodatkowo przyciski są stosownej wielkości, by w nie trafić. Mimo nie wzbudzającej zaufania szerokości paska przewijania utworu, działa on jednak całkiem sprawnie, a jego użytkowanie nie sprawia problemów. Jedyną istotną zmianą jest pasek na dole, będący skrótem ikon, dzięki któremu musimy jednak się przełączać pomiędzy widokiem artystów, wszystkich utworów, albumów, itp.

Podobnie jak w Legendzie zabrakło jednej z najważniejszych funkcji – korektora. Do katastrofy zabrakło usunięcia funkcji powtarzania, list odtwarzania i odtwarzania losowego – to jednak w Desire Z się znalazło. Podobnie jak wyjście jack 3.5 mm, które jest już w urządzeniach HTC standardem. Nie ma za to słuchawek. Tajwański producent najwyraźniej uznał jednak, że są one tak słabe, że nie warto ich dodawać w ogóle, zawsze też oszczędzić niewiele można na kosztach.

Jakość muzyki – sprawa w praktyce najważniejsza pozostawia trochę do życzenia. Na Panasonicach HJE-120 słyszymy dźwięk umiarkowanie głośny, do tego nieco za płaski. Dominuje bardziej góra, choć basy są słyszalne, to pasmo sopranów trochę je zagłusza. Da się to rozwiązać alternatywnymi programami, np. odtwarzaczem PowerAMP. Głębia dźwięku poprawia się, muzyka staje się bardziej dynamiczna (i mamy dostęp do equalizera), ale…głośność spada. I jest już niestety za niska. Do tego telefonu trzeba dobrać ciepłe słuchawki, problemu głośności nie rozwiążemy niestety już tak łatwo… Dźwięk przypomina mi nieco ten wydobywający się z Nokii E5. Słyszymy tony niskie, ale nie są na pierwszym planie, zagłuszają je soprany. Legend jest pod tym względem lepszy, nie mówiąc już o konkurentach, szczególnie produktach Nokii i Samsunga. Głośnik od muzyki umiejscowiony jest na tyle telefonu i gra źle. Dosyć głośno, ale niesamowicie wręcz płasko. Basów nie ma w ogóle, a głośnik gra przede wszystkim górą.

 

Wygląd aplikacji zarządzającej radiem FM nieco się zmienił, ale została ona opracowana na podstawie podobnego schematu jak w Legendzie. Całość wygląda bardzo estetycznie, a zarazem prosto i w dodatku nie sprawia kłopotów w użytkowaniu. Moduł dopełnia także funkcja RDS. Odbiór fal jak w wypadku HTC, stoi na bardzo, ale to bardzo dobrym poziomie.

GPS*

W trakcie testów Desire Z Google udostępniło swój program Nawigacja oparty o Mapy Google, który jest całkowicie darmowy w korzystaniu. Tym samym Nokie z Symbianem  zdają się tracić swoją największą przewagę nad konkurencją – darmową nawigację. Czy jednak aby na pewno? Niezupełnie. Nawigacja Google jest póki co aplikacją w wersji beta, dodatkowo aktualność map w porównaniu do rozwiązania oferowanego przez Finów pozostawia nieco do życzenia. Przegrywa także nieco wygodą obsługi. Jeśli jednak nie pasuje nam darmowe rozwiązanie, możemy kupić program nawigacyjny na Androida, a tych jest kilka do wyboru.

  

  

Jakość modułu GPS zastosowanego w Desire Z stoi na całkiem wysokim poziomie. Telefon ustala pozycję w około 50 sekund (zimny start), odchylenia nie są duże, a sygnał ani razu nie został zgubiony. Desire Z nadaje się więc do nawigacji satelitarnej, choćby w samochodzie. Przeszkadzać może raczej mało czytelny w słońcu ekran…

Podsumowanie

Przyznam szczerze, że czekając na Desire Z, spodziewałem się bardzo dobrej jakości produktu, która w moim mniemaniu była znakiem firmowym HTC. Nie bez znaczenia były bardzo miłe wspomnienia po Legendzie, mimo pewnych niedoróbek. W miarę upływu czasu moje zadowolenie z testowanego telefonu zaczęło jednak spadać.

Po testach Desire Z moja opinia nie jest jednoznaczna. Dostajemy wygodny do pracy sprzęt z dopracowanym oprogramowaniem, zamkniętym jednak w niskiej jakości opakowaniu. Odwrotnie niż w wypadku Bady i Wave’a S8500 – bardzo dobry software, z hardware jest już gorzej. A szkoda, bo tak Desire Z na pewno znalazł by wielu nabywców. Tylko co z tego, skoro telefon jest duży, ciężki i pękaty, w dodatku okraszony średniej jakości materiałami.

Nie zawiodą się jednak ci, którzy nad skorupę przedkładają wnętrzności. Poza funkcjami multimedialnymi (aparat, muzyka) urządzenie sprawdzi się bardzo dobrze. Jeśli więc właśnie takim użytkownikiem jesteś, polecam Desire Z. W każdym innym wypadku sprawdzi się, choć to przeczy logice, starsze rozwiązanie (Milestone) lub inne… i to niekoniecznie z klawiaturą QWERTY. A tych jest już całkiem sporo.

Zalety:

  • Dobrej jakości ekran (choć kompletnie nieczytelny w słońcu) z bardzo dobrą reakcją na dotyk
  • Duża wydajność
  • Aktualna wersja systemu
  • Wygodna klawiatura QWERTY
  • Wysoka jakość rozmów
  • Stosunkowo dobra bateria
  • Garść usług dodatkowych
  • Intuicyjna i ergonomiczna nakładka na system
  • Nagrywanie w HD

 Wady:

  • Średnia, jak na HTC nawet niska jakość wykonania
  • Grzejąca się obudowa
  • Niska głośność dźwięku na słuchawkach i złej jakości głośnik multimedialny
  • Niezadowalająca jakość zdjęć
  • Duże gabaryty i masa, w dodatku źle wyważona
  • Brak możliwości odtwarzania jakichkolwiek mediów z pamięci telefonu bez dodatkowego oprogramowania
  • Wybrakowany zestaw
  • Slot kart pamięci pod baterią
  • Mało czuły moduł GPS
  • Niska jakość dźwięku z zestawu głośnomówiącego

*Warto jednak dodać, iż opisane wyżej programy są tylko rozwiązaniami dostarczonymi przez producenta, a zamienników w Android Markecie jest co najmniej kilka.

Autor: Jakub Stypułkowski (Oscypek)

Udostępnij

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x